Ze słownika wyrażeń

FOT. EWA BRODZIAK

Nie był to temat planowany, ale jak to czasem bywa trudno mi było zabrać się do pisania tego tekstu. Widocznie inaczej niż Maestro Krzysztof Penderecki, który zapytany przez dziennikarza, jak to jest u niego z natchnieniem odpowiedział, że jest profesjonalistą, wobec czego jeśli ma zlecenie to siada i pisze, ja czekam na wenę twórczą. Czasami ją wymuszam, siadając do komputera i waląc w klawisze tak długo, aż tekst zaczyna się komponować. Zauważyliście? Właśnie to robię.

Język, jak wiemy jest tworem żywym, pojawiają się więc nowe wyrażenia, niektóre zgrabne, niektóre praktyczne, inne oddające po prostu ducha czasu. Na niektóre mam awersję. Na pierwszym miejscu do ‚coś za coś’. Używane w kilku zbliżonych kontekstach oznacza mniej więcej: ja ci coś i za to ty mi też musisz (powinieneś, jesteś mi winien) coś. Sugeruje powinność, wyrachowanie, kompromis, odrzuca bezinteresowność. I choć daleko mi do bycia wielbicielką Ameryki, to wolę powiedzenie: ‚win – win situation’. Nie jest ono dokładnym tłumaczeniem, ale sugeruje rozwiązanie korzystne dla obu stron i tym się różni. Był taki zwrot w języku polskim: ‚obopólna korzyść’, jednakże niezasłużenie odszedł do lamusa.

Drugim nowomodnym wyrażeniem, którego nie cenię jest ‚bicie piany’. Określa się nim najczęściej wypowiedź adwersarza, kiedy nie ma się cierpliwości czy ochoty słuchania go, lub zgoła nie jest się w stanie schwytania sensu jego wypowiedzi. Kiedy na oczy opada indoktrynacja, albo siedzi się na uszach. Kwituje ono nieraz dłuższe i logiczne wywody, jest ślepe na dowody, nieczułe na argumenty. Krótkie, nie dające szansy na dyskusję, bo jak tu z pianą dyskutować. I tak nierzadko nie zauważa się, że to nie czcza piana, ale bita śmietanka, którą można by zlizać, gdyby…

Nie tak dawno temu moja przyjaciółka przesłała mi zdjęcie, które obiegło internet, droga sukienka od YSL wzorowana na stylu rosyjskich babuszek. Prawdziwe czy SPAM przejęłam się tym, dlaczego? Bo kilka dni wcześniej zakupiłam podobną. Ale chyba nie taką burą lejbę? – zapytała przyjaciółka. Właśnie taką, jedyna pociecha, była znacznie tańsza od YSL. I choć uważam się za odporną na (anty-)reklamowe sugestie, to chyba bym tej sukienki w kontekście tego zdjęcia nie zakupiła. A tak, to ‚coś za coś’ (oj bardzo tego powiedzenia nie lubię) – mam wygodną sukienkę, która dobrze komponuje się z drewutnią.

Jakiego wyrażenia najbardziej nie lubisz?

Izabella

2 thoughts on “Ze słownika wyrażeń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *