Kolorowa głowa

FOT. BOGUMIŁA WARTACZ, JÓZEF GÓRNIAK, EWA BRODZIAK

Czy zgodzicie się, że najczęściej występującymi kolorami są: niebieski jak niebo, zielony jak łąka, szary jak codzienność? Już słyszę to szemranie, intelektualiści kwestionują, że to zupełnie różne kategorie, sceptycy, że z niebem to nic nie wiadomo, realiści odparowują, że przecież łąka jest konkretna, marzyciele przywołują niebieskie migdały, tylko o szarości sza. Czy może dlatego, że codzienność w naszym życiu nie dochodzi do głosu? Bo jesteśmy pod presją stałego przyspieszenia, bombardowani wydarzeniami, szpikowani teoriami, szokowani treściami? I dlatego nie zauważamy poezji dnia powszedniego?

Tak, poezji. Bo czy zachód słońca latem nie jest poezją? Albo uśmiech wnuka? Delikatny zapach piwonii? Mrozowe kwiaty na szybach w zimowy poranek? Nawet szaruga jesienna za oknem. I kiedy to wyliczam każdy z nas ma wyobrażenia, wspomnienia, nierzadko rozjaśniające oblicze. Słowo poezja pochodzi z greki, gdzie początkowo znaczyło tworzenie, ale i wytwórczość. W późniejszych wiekach, już nowożytnych, zaczęto doceniać jej zalety: kunszt językowy, wartość estetyczną, dziś oznacza to, co piękne i wzniosłe.

Piękne, wzniosłe, czy pasuje do XXI wieku? Nie wiem, bo delektowanie się poezją codzienności było mi przekazane gdzieś w połowie XX wieku, przez ojca. Kiedyś, po pracy zabrał mnie na wycieczkę motorem, jedynym pojazdem mechanicznym, na jaki go było w życiu stać. Rzekomo miał na pobliskiej wsi sprawę do plantatora. Załatwił ją szybko, podjechaliśmy na leżące opodal łęgi nad Pilicą. Po co tu przyjechaliśmy – spytałam mocno zdziwiona. Żeby popatrzeć na rzekę – odparł lakonicznie ojciec. Patrzyłam, niczego szczególnego nie widziałam, a zrozumiałam to wydarzenie ze dwadzieścia lat później. Bo żeby poezję zrozumieć trzeba mieć dobrze kolorowo w głowie.

Tymczasem ja zaczęłam od kolorowanki na głowie. Najpierw blond, bo fryzjerzy uważają, że niby odmładza, kolor który po dwukrotnym myciu i spacerze na słońcu stawał się albo słomkowy, albo nabierał tonacji zielonkawej, i jedno i drugie mało twarzowe dla kogoś, kto był ciemną szatynką. Potem szatynka, bo wolałam odcienie zbliżone do mojego naturalnego, ale te kolory nieciekawie rudzieją, poza tym w miarę upływu lat coraz jaśniejsze odrosty staja się uciążliwe. Aż pewnego dnia zaakceptowałam określenie ‚siwa pani w okularach’ i wróciłam do naturalnej szarości.

Historię mojej kolorowej głowy dokumentuję zdjęciami, robionymi na przestrzeni około dziewięciu lat. Osobiście uważam, że blond włosy upodobniły mnie do wielu innych pań w moim wieku, pozbawiając oryginalności i tej szelmowskiej filuterii na głowie, którą lubię. Natomiast ciemny kolor wcale nie dodał mi lat, poczułam się sobą. Na siwiznę namówił mnie pewien fryzjer argumentując, że kobiety południa noszą ją godnie i pięknie w niej wyglądają. Pod warunkiem, że włosy są dobrze ścięte, a fryzura podkreśla… charakter.

Co sądzisz o poezji życia?

Izabella

8 thoughts on “ Kolorowa głowa

  1. Kolory mogą być wyrazem poezji życiowej , ale prawdziwiej o niej mówi – Twoje określenie Izabello –
    kobiety południa!!!! Bo kobiety południa -kiedyś były młode i piękne a teraz są po prostu PIĘKNE!

    • Powtórzę, Małgosiu, za panią redaktor Grażyną Lutosławską: że piękno malowane jest od środka. A kobiety południa mają więcej słońca i więcej kwiatów wokół siebie.

    • Potwierdza się więc, że mężczyźni chętnie przyjmują postawę konserwatywną, a kobiety są otwarte na nowości.

    • Dziękuję Mietku, naszą (Twoją i moją) ozdobą jest po prostu wiek, za sprawą naszego pozytywnego nastawienia.

  2. Kolory to stan ducha, dawno już to zauważyłam. Jednym z nich i najbardziej wymagającym jest szarość, bo do szarości się dojrzewa. Trzeba mieć w sobie Coś, żeby nie zakryła i nie demonstrowała przeciętności. W Polsce mało jest kolorów, niektórzy nawet uważają, że nie wypada być kolorowym. A kolor to wielka sprawa, wystarczy powołać się na psychologię barw, żeby wiele zrozumieć.

    • Kolor to wielka i trudna sprawa, mistrzem w łączeniu kolorów był dla mnie Yves Saint Laurent, który potrafił połączyć zielony z czerwonym, żółtym i fioletowym w takich odcieniach, że się „nie gryzły”. A Pani jest chyba jego uczennicą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *