Patrzeć i widzieć

FOT. JACEK SIM

Patrzeć i widzieć, zdawałoby się synonimy, potrafią być swoim zaprzeczeniem. Bo można patrzeć a nie widzieć. Czasem z powodu braku spostrzegawczości, czasem z chęci zbagatelizowania wydarzenia, z tysiąca innych powodów, których mechanizmu nieraz nie znamy.

Kiedy mieszkałam w Paryżu często odwiedzałam w soboty Luwr po to, żeby popatrzeć na dwa eksponaty: Nike z Samotraki, bo piękna, oraz Mona Lisę, bo jej piękna nie potrafiłam dostrzec. Nike, wystawiona na podeście pierwszego piętra w przestrzeni sprawiającej wrażenie nieograniczonej, na szczycie wspaniałych schodów dających szansę oglądania jej ze zmiennej perspektywy, w żywym świetle dnia. Uskrzydlona postać kobieca, dramatyczna w wyrazie, symbol zwycięstwa, bohaterstwa, determinacji i odwagi. Dynamiczna w pozie,

W wietrznych fałdach twych wiotkich
Szat słyszę muzykę
Lotu, którego nie prześcigną ptaki
Leopold Staff Nike z Samotraki

Nie ma szansy konkurowania z nią Wenus z Milo, półnaga, zmysłowa, kobieca, o szczególnie pięknej i proporcjonalnej twarzy, a jednak lalkowata.

Schody prowadzą do sali, w której wystawiona jest Mona Lisa, dzieło o niewielkich rozmiarach. Półmrok, sztuczne oświetlenie, grono obserwatorów, dystans stworzony przez barierki, pancerna szyba, brązowożółte, stare werniksy. Już od dziecka, oglądając reprodukcje nie rozumiałam fascynacji Giocondą. Ani rysy, ani wyraz twarzy, ani sławny uśmiech nie przemawiały do mnie. Skoro jednak ma tylu zachwycających się nią miłośników… Biegłam więc do Luwru z nadzieją doświadczenia piękna Mona Lisy i wychodziłam zawiedziona. A jednak pewnej soboty, kiedy po raz kolejny stanęłam przed obrazem zobaczyłam… piękną kobietę, wreszcie. Olśnienie.

Niestety, moje widzenie nie powtórzyło się już nigdy, Mona Lisa pozostaje dla mnie, niezrozumieniem. Być może tłumaczy to fakt, że Leonardo da Vinci, genialny malarz, wnikliwy obserwator i odkrywca zastosował wyrafinowane środki artystyczne dające złudzenia optyczne, w wyniku czego inaczej odbieramy uśmiech Mona Lisy patrząc jej w oczy, a inaczej, kiedy patrzymy na usta. Margaret Livingstone, neurobiolog z Harvardu wyjaśniła w 2003 roku to zjawisko: nasze postrzeganie zależy od tego, którym fragmentem siatkówki odbieramy obserwowany przedmiot. Centralna część siatkówki umożliwia znacznie lepszą percepcję jasnych obiektów, zewnętrzna – półcieni. Fascynujące! Miał więc rację Walter Pater, angielski eseista i krytyk sztuki, który w 1869 r. pisał o Mona Lisie: Postać, która w tak dziwny sposób pojawiła się opodal wody, wyraża to, czego w ciągu tysiąca lat ludzie nauczyli się pragnąć. Czyżbym niczego nie pragnęła?

Widzieć jest darem, talentem, jest zdolnością wymagającą natchnienia, skupienia, zastanowienia. Jest procesem przebiegającym w naszym mózgu, podczas gdy patrzenie związane jest ze sprawnością gałek ocznych, słabnących z czasem. Ale na to jest rada – okulary. Inaczej niż z malowaniem włosów, zależnym od naszej cywilnej odwagi, zaakceptowanie okularów jest poniekąd wymuszone.

A skoro tak, to spróbujmy zaprząc je do odegrania niepośledniej roli w kreowaniu własnego stylu. Z założenia wyeksponowane na nosie, dobrze dobrane podkreślają naszą urodę, akcentują owal twarzy, zaznaczają piękno rysów lub odwracają uwagę od mankamentów. Jednak źle dobrane, mogą szpecić.

Czego w ciągu tysiąca lat ludzie nauczyli się pragnąć?

Izabella

4 thoughts on “ Patrzeć i widzieć

  1. Proponuję: żeby więcej widzieć – pójść na „Niewidzialna wystawę” (Warszawa, Al Jerozolimskie 23 A) . Wyłączenie wzroku pozwala ‚widzieć i wiedzieć’! Chociaż mam wyobraźnię to jednak szok jakiego doznałam pozwolił mi jeszcze bardziej rozszerzyć. I nie chodzi tu tylko o techniczne przerzucenie widzenia na inne zmysły ale właśnie o rozszerzenie wyobraźni.
    W filmie „Stowarzyszenie umarłych poetów” nauczyciel każe uczniom wejść na ławki, żeby popatrzyli na klasę z innej perspektywy – rzeczywiście – chociaż nic się nie zmieniło w otoczeniu zobaczyli więcej. Więc dobrze jest nie raz „wejść na ławkę” – zdejmujemy wtedy własny subiektywny filtr i rozpoznajemy punkt widzenie innych ludzi (przydatne też w sztuce konwersacji)
    A zupełnie inną kwestią jest „widzenie” (odbiór) geniuszu w dziełach sztuki. Myślę, że obrazy , rzeźby, utwory itd odbieramy przez pryzmat własnych głodów estetycznych i to one decydują czy coś nas zachwyca czy nie.

  2. Masz rację, Izo, wskazując na różnicę między patrzeniem a widzeniem. To tak jak z tą historią o bacy:
    Koło Nowego Targu w wypadku samochodowym zginęło czterech pasażerów. Policja spytała siedzącego obok bacę, czy widział ten wypadek. Widziołek, com mioł nie widzieć – odpowiedział baca. No to opiszcie ten wypadek swoimi słowami – poprosili policjanci. Baca wyjął z ust fajkę i zapytał: widzicie panocki to drzewo? Widzimy – odparli policjanci. A oni nie widzieli – podsumował baca. Ta opowieść pokazuje, że patrzenie nie oznacza widzenia, ale żeby widzieć, najpierw trzeba patrzeć. Jednak to, co opisałaś o swoich wizytach w Luwrze, to jest jeszcze inna, trzecia kategoria, którą ja nazywam postrzeganiem. To właśnie jest nie tylko patrzenie, nie tylko widzenie, ale również postrzeganie i dostrzeganie, czyli doświadczanie znacznie głębszych odczuć niż tylko widzenie – i to jest dopiero tym darem, o którym piszesz.

    • Dziękuję Janku za ciekawy wpis. Masz rację, ja utożsamiłam postrzeganie z widzeniem. Ale zgadzam się z twoim zdaniem, że są trzy kategorie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *