Pani z Wośnik

FOT. MAGDA SOWIŃSKA                                                                                     FOT. EWA BRODZIAK

Nie po raz pierwszy w moim życiu odległość tysiąca kilometrów w Europie sprawiła, że poczułam się wyobcowana z powodu ubrania. Raz był to dystans między Hamburgiem a Paryżem, tym razem między Nałęczowem a Hamburgiem. Warunki klimatyczne, ale także styl ulicy są tak różne, że wyjeżdżając z Nałęczowa bardzo stosownie i elegancko ubrana, zajeżdżałam do Hamburga jako Pani z Wośnik.

Kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką na ulicach radomskich można było spotkać Panią z Wośnik. Przechadzała się krokiem godnym, dostojnym, z nutką melancholii. Ubrana zazwyczaj w spodnie a’la Greta Garbo, do tego marynarka, gdy było ciepło przewieszona fantazyjnie przez ramię, zimą kurtka futrzana. Obrazek odstający od radomskiej ulicy tamtych lat. A za nią biegła chmara dzieciaków, popychając się nawzajem, śmiejąc, wołając Pani z Wośnik, Pani z Wośnik… Nie spoufalałam się z tą dzieciarnią, jakżebym mogła, ale ukradkiem, z drugiej strony ulicy obserwowałam scenę. Przyszedłszy do domu, miałam o czym opowiadać mamie i jej koleżankom.

Kim była Pani z Wośnik? Wośniki, to przedwojenny majątek niedaleko Radomia, dziś znajduje się tam znany skansen. Po wojnie majątek przejęło państwo i rozparcelowało, byłej właścicielce pozwolono jednakże mieszkać kątem w pałacu. Napiętnowana statusem przedwojennym, pewnie bez środków do życia, bo kto by pomagał burżujce, chodziła w tym co miała, w czym się za młodu dobrze czuła, pozostała wierna swojemu stylowi. A że ulica się zmieniła?

Fenomen Pani z Wośnik zrozumiałam w mocno dorosłym życiu. To, co wydawało mi się wtedy dziwactwem, bo tak odbierała ją ulica radomska, było znamieniem czasów. Postanowiłam zachować moje wiekowe, ukochane płaszcze na Nałęczów, tu zdają się być na miejscu, a kupić coś, co w Hamburgu nie wywoła u mnie syndromu Pani z Wośnik.

Mój wybór padł na czarny, wełniany płaszcz. Przy zakupie odpinany kołnierz nie zwrócił mojej większej uwagi. W domu zaczęłam eksperymentować – wyszły z tego niemalże dwa płaszcze – wersja wiosenna i jesienna. Ta wiosenna bez kołnierza, przybrana np. sznurem korali. Krótka sukienka podkreślająca formę płaszcza, jasne rajstopy, wygodne półbuty. Jest mi w tym stroju lekko. Że na zdjęciu fryzura moja wygląda, jakby piorun strzelił w szczypiorek? To z powodu pośpiechu, przedawkowałam żel. Ta jesienna z kołnierzem, otulającym szalem, ciepłą włóczkową sukienką do pół łydki, długimi butami na futrze, wreszcie wełnianymi rajstopami. Jest mi w tym stroju ciepło.

Czy komfort stroju jest funkcją warunków, w jakich się go użytkuje?

Izabella

6 thoughts on “ Pani z Wośnik

  1. Ubiór nas definiuje, mówi to co chcemy zakomunikować otoczeniu, jeśli mamy tego świadomość i taką umiejętność, to pozytywnie. Jeśli nie przywiązujemy wagi do wyglądu i mamy to w pogardzie, też nas definiuje, ale już zupełnie inaczej. Wybór zawsze należy do nas. Moim zdaniem nigdy dotąd nie było takiej weryfikacji naszego wyglądu jak obecnie, Niewątpliwie wiąże się to z ogromną ilością zdjęć robionych i pokazywanych wszędzie i w ogóle ze światem obrazkowym, który nas otacza.

  2. Syndrom Pani z Wośnik, jest nadal aktualny – chociaż dziś każdy nosi pozornie to co chce – jednak jesteśmy (mówię o populacji) niewolnikami wrażenia czy pasujemy do innych. Chcemy być odmienni ale nie tak żeby za nami krzyczano „Pani z Wośnik”. Czyli w niewoli „pierwszego wrażenia” jakie wywołujemy jednak stosujemy się do kanonów mody – często nawet rezygnując z komfortu. Tobie Izabello chyba się udaje znaleźć złoty środek. I na dodatek potrafisz nadać wiele funkcji rzeczom (na zimę na, na lato, na przyjęcie i na spacer po wąwozach ). A taki talent wymaga inżynierskiego podejścia. Moja Mama mawiała, że prawdziwa elegancja to dopasowanie stroju do warunków użytkowania a nie do ludzi, miejsca. Turysta w klapkach na Rysach na pewno nie jest elegancki.

    • To ciekawe, Małgosiu, że również w tej kwestii zauważyłaś moje inżynierskie podejście, bo ja niekoniecznie zdawałam sobie z tego sprawę. Dobrze jest mieć ciebie jako „lusterko”.
      Izabella

  3. Piękna koafiura i ślicznie w niej wyglądasz.. Jak miałem podobną w 1960 r i oddałem takie zdjęcie do matury, to dyr. wezwał tatę i na odwrocie zdjęcia napisał : zdjęcie nie nadaje się do matury ze względu na fryzurę i przystawił pieczątkę szkoły, gdyż tego wymagał tata, stwierdzając, ze ja w to nie uwierzę. Musiałem się przylizać z przedziałkiem, przez co moje świadectwo maturalne doprowadza mnie do furii.
    Ale za 5 minut i tak się przeczesałem na podobnego jeżyka w artystycznym nieładzie.
    Serdeczności
    Mietek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *