W mieście Łodzi

FOT. Małgorzata Bzowska

Łodzi właściwie nie znałam, co nie znaczy, że po dwóch dniach spędzonych tu w połowie października poznałam. Moje dotychczasowe pobyty ograniczały się do oglądania Łodzi z okien samochodu, co przyznam nie jest najlepszą formą zwiedzania miasta – wyglądała na źle zorganizowany, nieco zapyziały konglomerat kamienic i kamieniczek, nierzadko wiejących pustką okien. Tym razem przemierzałam odległości pieszo, ale za to w towarzystwie przyjaciółki. Co za metamorfoza!

Na moje postrzeganie Łodzi z pewnością wpłynęły inwestycje XXI wieku – zagospodarowana Manufaktura i tzw. „Przesiadkowo”. Pierwsza jest zespołem odrestaurowanych byłych fabryk Poznańskiego, pierwotnie kontrowersyjny projekt, dziś interesujący (pofabryczne budynki z czerwonej, nieotynkowanej cegły), funkcjonalny (przebudowane wnętrza, parkingi) wreszcie społecznie użyteczny (rynek z fontannami i zielenią) kawałek Łodzi. A Przesiadkowo? To unikalny w skali światowej przystanek tramwajowy – wiata i zadaszenie, ale jakie! 100 m długości, 33 m szerokości, kolorowe, przypominające witraże zadaszenie z barwionej membrany (membrana japońska barwiona w okolicach Mediolanu, zamontowanie polskie) zainstalowane na trzynastometrowych stalowych słupach. Fantastycznie futurystyczna funkcjonalność.

Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie Biała Fabryka Ludwika Geyera. Mieściła pierwszą w Łodzi mechaniczną przędzalnię i tkalnię, obecnie znajduje się tu Centralne Muzeum Włókiennictwa, mające olbrzymie zasługi w promowaniu współczesnej tkaniny artystycznej. Duże, ascetyczne hale dają szansę wystawienia eksponatów we własnej, niezakłóconej przestrzeni, co w przypadku materii artystycznej tak odmiennej od tradycyjnej, materii, która zyskała trzeci wymiar anektując przestrzeń ma szczególne znaczenie. Wspomnę tu między innymi o czasowej wystawie Azja-Europa III prezentującej twory wyobraźni artystów obu kontynentów. Podczas gdy prace azjatyckich artystów zanurzone są głęboko w kulturze i historii, niektóre przypominały mi origami, Europejczycy często przekształcają tradycyjne techniki na potrzeby wyrażenia własnej indywidualności. Pasjonaci techniki znajdą narzędzia i maszyny włókiennicze równie efektownie wystawione w swym pierwotnym, naturalny otoczeniu.

FOT. Małgorzata Bzowska                    W Centralnym Muzeum Włókiennictwa

Natomiast największe wrażenie zrobił na mnie jeden z wielu murali, jakie napotyka się chodząc po Łodzi. Monumentalna, nie, nie grafika lecz plastyka „Jerzyk/Apus” na ścianie kamienicy przy ul. Kilińskiego 127. Instalacja z cyklu „Big Trash Animals” powstała w ramach Festiwalu Energia Miasta w 2015 roku, jej autorem jest Portugalczyk Artur Bordalo rocznik 1987, podpisujący się Bordalo II. Bordalo nie kupuje materiałów, znajduje je na złomowiskach i wysypiskach śmieci, ich artystyczne wykorzystanie jest swoista krytyką świata, w którym rzeczy niegdyś cenne szybko zmieniają się w śmiecie. Moją uwagę zwróciła przede wszystkim kompozycja – jerzyk przysiadł na kalenicy dachu nieistniejącego już domu przywracając go do świadomości obserwatora. A te bazgroły niebiesko-czerwone to już wandalizm.

Po Łodzi chodziłam w stroju miejsko – turystycznym, adekwatnym do ładnej, jesiennej pogody, spójrz zdjęcie.

W jaki celu wybrałyśmy się do Łodzi? Na koncert Ennio Morricone, ale jak widzicie zabrakło dla niego miejsca.

Czy spotkaliście kiedykolwiek murale, które was zafascynowało?

Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *