Copyright by Kukuła

FOT. Małgorzata Bzowska

Teatr wyobraźni, w którym dźwięk jest źródłem emocji i uczuć, a nasze poznanie sięgać może tak daleko, na ile zdolna jest sięgnąć nasza fantazja. – To Grażyna Lutosławska. Bez wyobraźni nie bylibyśmy ludźmi – stwierdza na wstępie Janusz Kukuła.

Rozmowie o radiowym teatrze wyobraźni przysłuchiwaliśmy się na spotkaniu w Teatrze Starym w Lublinie, w którym pani Grażyna Lutosławska, dziennikarka i pisarka, absolwentka wydziału filozoficznego UMCSu i wykładowczyni tamże, związana z Polskim Radiem Lublin jest gospodynią i moderatorką autorskich spotkań w cyklu „Bitwa o kulturę”. Tym razem gościła pana Janusza Kukułę, dyrektora – Głównego Reżysera Teatru Polskiego Radia, poetę, scenarzystę.

Miałam zaledwie kilka lat. Teatr wyobraźni skupiał naszą rodzinę przy stole. Słuchowisko, które zapadło mi w pamięci było z gatunku fantastyki – wtedy jeszcze nie było science fiction, a ludzie porozumiewali się między kontynentami za pomocą najsprawniejszego środka komunikacji tamtych czasów, telegrafu – odgrywał dużą rolę w słuchowisku. Nie pamiętam już z jakiego powodu życie na ziemi uległo zagładzie, akcja podobna do późniejszego filmu „Ostatni brzeg”. Zanim jednak zniknęło dużo dramatycznego się działo. Ostatecznie na ziemi zostały tylko salamandry, czik salamandry (gatunek istniejący), które właśnie w ten sposób nawoływały się. I szum oceanu. Siedzieliśmy zasłuchani wokół stołu, a każdemu z nas wyświetlał się w wyobraźni inny spektakl, w zależności od wrażliwości, imaginacji, przeżyć, sympatii czy awersji, progu wzruszenia czy stanu uczuciowego. Słuchowisko było tak sugestywne, że skonsternowane osoby, które włączyły radioodbiorniki w toku nie zdając sobie sprawy, że to fikcja przerażone wydzwaniały do radia i na milicję po więcej informacji. Nie należy się dziwić, było to zaledwie kilka lat po zakończeniu II wojny światowej.

Wyrosłam na słuchowiskach radiowych, pewnie dlatego je tak lubię. Słuchowiska przedstawiające klasykę literatury polskiej były za czasów mojego dzieciństwa nieodłącznym punktem programu świąt, uzupełniając niejako pasterkę czy rezurekcję oraz obficie zastawiony stół. A „Ania z Zielonego Wzgórza” w interpretacji Ireny Kwiatkowskiej? W dni, w które była czytana nawet nasz ojciec nie dał się po pracy skusić kolegom na setuchnę pod śledzia, spieszył prosto do domu.

Największy problem mamy z czasem, wszyscy mamy problem z czasem, cała ludzkość, bo jesteśmy zatopieni w czymś, czego nawet nie potrafimy zdefiniować, przecież nikt nie wie, co to jest czas, wiemy, że upływa, i że właśnie dany nam czas się kończy. Mistrz ciągnął wątek okazując skłonności do filozofowania – czas odbiera nam doświadczenie, nie zdobywamy go z czasem. Kiedy jesteśmy młodzi, jesteśmy najmądrzejsi, najpiękniejsi, to potem robi się smutno. Bo coś tracimy… To nie Husserl, nie Heidegger, to Copyright by Kukuła. Zresztą Janusz Kukuła kocha młodych, chętnie współpracuje z młodymi, dając im kredyt zaufania: Którąkolwiek pójdziesz drogą zrobisz dobrze, bo w końcu zdołasz wyrazić siebie i to usprawiedliwi twoje życie.

I jeszcze mistyk Janusz Kukuła: Powroty – czy dusze wracają, czy nie to nie jest ważne, ale ludziom ta myśl się bardzo podoba. Bo jest w nas coś, taka tęsknota do pięknych przesłań i nadzieja, że to co wydarzyło się w przeszłości nam też będzie dane. Stąd tak bardzo kochamy Chopina, Norwida, Mickiewicza, Słowackiego. Odnajdujemy w nich coś bardzo ważnego naszego, nie ich, naszego, jedynego, to jest taka właściwość Polaków, której żaden naród nie ma, zresztą żaden naród nie ma takich poetów, jak my. Tylko po polsku można tak napisać, jak oni to zrobili. (I stworzyć taką muzykę, dodaję). Polszczyzna jest cudowna, kocham nasz język, uważam, że Pan Bóg po polsku mówi i tylko reszta ludzkości tego nie wie. A ja, delektując się rozmową dwojga Mistrzów Mowy Polskiej (GL z 2013 roku, JK z 2015 roku) byłam skłonna przytaknąć.

Strój na mniej formalne spotkania, w którym bardzo dobrze się czuję. Spódnica podwójna, zewnętrzna do pół łydki, rozcięcie z przodu we właściwym miejscu, założona na drugą spódnicę mini. Właśnie, na całą spódnicę, dzięki czemu nic się nie ciągnie, konstrukcja, która pozwala efektownie pokazać nogę bez obawy o wpadkę. Sweter z cudownej, miękkiej wełny, ten odcień szarości bardzo dobrze współpracuje z kolorem włosów.

A może podejmiesz się zdefiniowania czasu?

Izabella

2 thoughts on “ Copyright by Kukuła

  1. Izabello,
    znowu mnie zaskoczyłaś przeskakując ze spotkania z Januszem Kukułą na rozważania o czasie . Zaraz mi się nasuwa boleśnie prawdziwe stwierdzenie : „to co czas nam daje w doświadczeniu zabiera przez rozczarowania”. Ale też jest w nim trochę otuchy (za Szymborską) :
    Czemu ty się, zła godzino,
    z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
    Jesteś – a więc musisz minąć.
    Miniesz – a więc to jest piękne. ”
    Nie demonizujmy czasu – jakby stanął bardzo by nas znudził.
    A przemyślenia Janusza Kukuły, wdzięk narracji i uśmiech w każdym słowie i wspomnieniu oraz profesjonalna relacja z Jego pracy reżyserskiej uczyniła to spotkanie wzruszającym , ciepłym, spokojnym i przesyconym kulturą bycia Pana Janusza . Tak sobie powiedziałam familiarnie, ale mam wrażenie, po tym spotkaniu, że znamy się tak długo, chociaż widziałam Go pierwszy raz ale poznawałam wcześniej jako słuchaczka teatru radiowego. Izabello, podobnie jak Twoja tak i moja wyobraźnia się też rozszerzała dzięki radio.
    To było wspaniałe spotkanie
    A konstrukcja Twojej spódnicy jest wyrafinowana . Strój sportowy ale urzekająco wygodny (co jest wykładnikiem elegancji)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *