Lepiej wcześniej niż wcale

 

FOT. IZABELLA NOWOTNY

Że nie ma takiego przysłowia? Wiem, ale przydałoby się. Chodzi o to, że pasje, hobby, zainteresowania, zamiłowania, zbudowane na ciekawości, silnej woli, zapale łatwiej rozwinąć wcześniej niż później. Zamiłowań i pasji nie rozwija się na zawołanie w wieku lat siedemdziesięciu, głoście to waszym dzieciom, wnukom i prawnukom. Że nikt nam o tym nie powiedział? Zgadzam się. Że całe życie oddaliśmy sprawie, która nagle przestała być słuszną? Zgadzam się. Że nikt już nie potrzebuje naszego poświęcania się? Zgadzam się. Że to, co wydawało nam się pasją stało się nieprzydatne? Zgadzam się. Co robić? Po żeglarsku, zwrot przez rufę. Zorganizować swój byt celowo, mądrze i dobrze w zadanych nam ramach emerytury. Mimo niedostatków i ułomności. Szczęśliwi, którzy w młodości mieli zainteresowania i są w stanie wyszperać je z zaułków pamięci. Ci, którzy ich nie mieli niech próbują 'lepiej późno niż wcale’. I jeszcze jedno, należy odróżnić pasje od 'zabijania czasu’. Podróże w sensie zaliczania hoteli 'all inclusive’ wrzucam do tej drugiej kategorii; pisanie, zainteresowania muzyką, garncarstwem, struganie w drewnie czy pomaganie w schronisku dla psów nazywam pasją.

Osobiście kocham muzykę. I choć bez większych sukcesów ukończyłam podstawową szkołę muzyczną to obudziła ona we mnie zainteresowanie. Podczas studiów uczęszczałam na sobotnie koncerty symfoniczne w Filharmonii Warszawskiej. Regularne bilety wprawdzie były drogie, ale istniały 'studenckie’ czyli 5 zł wręczane kontrolerowi przy wejściu na salę. Którejś soboty występowała gościnnie Londyńska Orkiestra Symfoniczna – wydarzenie wielkiej rangi. Przed filharmonią tłum osób nie posiadających biletu, liczących na cud. Przy drzwiach do budynku cerber (jeden z kontrolerów), wpuszczający do foyer wyłącznie osoby z biletami. Przede mną facet około 40, elegancko ubrany, wyciąga zza pazuchy plik setek. Nie robi wrażenia na kontrolerze, nie ma mowy, żeby wszedł. Pełna obaw ściskam śmieszne pięć złotych – cerber wpuszcza mnie ze słowami, proszę uregulować jak zwykle. Uhonorował pasję młodego człowieka.

Lata mijały, młody człowiek dojrzewał, ale pasja pozostała. Muzyka – wielowymiarowa, jak żadna inna z dziedzin sztuki przemawia do człowieka, oddaje głębię ludzkich przeżyć. Tegoroczne muzyczne lato w Nałęczowie (zob. SPOTKANIA) rozpoczął 18. lipca recital światowej sławy pianisty Kevina Kennera. W programie wyłącznie utwory Chopina. Jaki był ten koncert? W wywiadzie opublikowanym przed laty w 'Gazeta gazeta’ Kevin Kenner tak wyraził się o muzyce Chopina: Przede wszystkim kwestie strukturalne tej muzyki wymagają intelektualnego „rozgryzienia”. To nie jest tak, że pianista siada przy klawiaturze i na gorąco wyraża emocje; muzyka Chopina jest spontaniczna i ma ogromny w sobie ładunek emocji, ale pod tym wszystkim jest strukturalny „kręgosłup”. I jeżeli nie potrafi się tego przekazać, to interpretacja staje się sentymentalna i powierzchowna. Przekazana nam interpretacja z pewnością nie była ani sentymentalna, ani powierzchowna. Wrażliwa i emocjonalna, dynamiczna i energetyczna, głęboko poruszająca słuchacza. Odniosłam wrażenie 'slow motion’, co nie oznacza ani, że za wolno, ani, że nie było szybkich pasaży. Zastosowane tempa pozwoliły na kontrolę problemów strukturalnych, na oddanie osobowości utworu, na zachowanie przejrzystości. Nie wydarzyło się w tej interpretacji nic przypadkowego, każde uderzenie było przemyślane, poszczególne frazy oddawały głębię narracji. Dlaczego mam skojarzenie ze stylem El Greco?

Kevin Kenner w nienagannym kostiumie estradowym, pół-formalnym, jak przystało na polskie lato godzina 19.00. Spodnie z lampasami, podkreślającymi smukłość sylwetki, o długości zakrywającej nogi w pozycji siedzącej, marynarka na jeden guzik z gładkimi, atłasowymi, ostrymi klapami i oczywiście nieskazitelnie wypolerowane buty. To prawie klasyka, ale do tego czarna koszula, bez muchy.

Która ze sztuk pięknych najbardziej oddziałuje na twoją wyobraźnię?

Izabella

8 thoughts on “ Lepiej wcześniej niż wcale

  1. Izabello, dzięki Twojemu komentarzowi do lata muzycznego w Nałęczowie zrozumiałam, dlaczego niektóre interpretacje fortepianowe ( lub inne) mi się nie podobają. Jestem intuicyjnym odbiorca muzycznym (bez wykształcenia muzycznego i z brakiem pamięci muzycznej co przekłada się na kompletny brak talentu odtwórczego – co najwyżej w tańcu bywam niekiedy zgodna w wyrazie z muzyką). I Twoja i Kennera podpowiedź wyjaśniła mi moje niektóre jakże różne reakcje przy odbiorze tego samego utworu granego przez różnych muzyków. To ta struktura i temperament muzyczny!

    A ten akapit o pasjach i zamiłowaniach! No po prostu nić dodać , nic ująć! Sama trafność!

    • Małgosiu, jestem zdania, że w sztuce to właśnie o ten intuicyjny odbiór chodzi. I nie bądź taka skromna, przecież tańczysz tango!

  2. Kocham muzykę… towarzyszy mi w chwilach radości i smutku. Precyzyjniej pisząc, towarzyszy mi zawsze. Uwielbiam jazz i muzykę klasyczną, moją wyobraźnie pobudza filmowa. Pracuję przy muzyce i odpoczywam przy niej. To jest znacząca część mojego życia

    • Dzięki Krystyno, ten opis to również pod twoim adresem, jako że z powodów poważnych nie mogłaś być na koncercie.

  3. Prawde mowiac, najbardziej „oddzialal” na moja wyobraznie piekny pianista Kevin Kenner, w czarnej koszuli, w wypolerownych butach, z dlugimi nogami i napewno – pieknymi dlonmi……………

    Uwielbiam Szopena, ale kiedy jego utwory wykonuja cudzoziemcy, nawet perfekcyjnie pod wzgledem techniki, zawsze mi czegos brak…………….Bo jak odczuwa cudzoziemiec rytm naszego mazura? Jak slyszy jego muzykalne ucho echa ludowej muzyki, ktora zawsze sie gdzies przebije z wykonywanego utworu? Co czuje grajac Etiude Rewolucyjna, jesli nawet wie w jakich okoliczosciach powstala? Wiem, wiem, na ogol ci, ktorzy wykonuja utwory Szopena czesto mieli slowianskich profesorow, przekazujacych im emocje…… No, ale to nie to samo…………

    • Droga Brzozowianko, ja też podziwiam Kevina Kennera (to chyba ideał mężczyzny). Może bym się zgodziła co etiudy rewolucyjnej, której zresztą nie słyszałam w wykonaniu KK. Grał zupełnie inaczej, interpretował zupełnie inaczej, niż to, co nazywamy klasycznym Chopinem. Może i nie potańczyłabyś do tych mazurków, ale tu nie o technikę chodziło, która jest doskonała, tylko o duszę. A ta wyglądała na wielką.

Skomentuj Izabella x

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *