Z piekła do nieba

Leo, Holender, przyjaciel przyjaciela, przeszedł między 21. września a 13. października 2021 roku, u schyłku pandemii, 600 km polskim szlakiem apostoła Jakuba. Miał już za sobą 4000 km szlaku francusko-hiszpańskiego. Wrażenia spisał w książ(ecz)ce. Poprosił mnie o ustosunkowanie się do tej książki. Czy zdawał sobie sprawę z tego co robi? Moja odpowiedź to dwie strony formatu A4 z chochlikiem w oku, zacytuję więc fragmentarycznie. Książka nosi tytuł Z piekła do nieba.

Drogi Leo,
twoja książka była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. W kilku aspektach. Bo nie znam tego szlaku pielgrzymkowego, a tym bardziej bo nigdy nie pielgrzymkowałam, bo mi pokazała Polskę jaką ty zobaczyłeś przez twoje „prywatne” holenderskie okulary, ale też jako przedstawiciel zachodniego społeczeństwa. Zgadzam się z tobą w wielu kwestiach, które poruszyłeś, w kilku nie. Spodziewałeś się czegoś innego? Cóż, nie sądzę.

Podoba mi się forma Twojej książki – pełen ciekawych spostrzeżeń dziennik. Twoje dialogi na trasie z apostołem Jakubem, cztery reguły pielgrzyma, które cię motywowały:
The pilgrim is persistent
sets out with faith
walks with hope
acts with love.
Podoba mi się twoje poczucie humoru wyrażone przez hipotezę, że może to apostoł Jakub zesłał na ciebie złodziei w Gdańsku, żebyś poznał, jak to jest być prawdziwym pielgrzymem bez pieniędzy. Także to, że śpiewałeś w drodze.

Twoje oczekiwania w stosunku do Polaków nie spełniły się.
Czego Polacy nie robią? Nie nawiązują kontaktu z obcymi, nawet dzieci. Zagadałeś Hoi do dzieciaka, który podszedł do twojego stolika ażeby ci się przyjrzeć – hoi nieznane w Polsce słowo, do tego twój tubalny głos – nic dziwnego, że dzieciak się przestraszył i uciekł. Dorosły też by tak zrobił. Problemy komunikacyjne nie tylko z powodu nieznajomości języków. Polacy nie zadają pytań, zwłaszcza nieznajomym. Uczy się ich od dzieciństwa: dziecko, nie pytaj tak dużo, to niegrzeczne. Nie znają Small talk’u  w tej czysto angielskiej formie. Taka rozmowa jest nazywana uprzejmie: rozmową o niczym, a wulgarnie rozmową o d… Mariny, sorry. Czujesz to? Proponuję wprowadzić jako piątą, a może nawet wcześniejszą zasadę: pielgrzymie bądź empatyczny.

Na koniec wyciągnęłam ciężkie armaty.
          Po pierwsze tytuł – mocny: Van de Hel naar Hemel – Z piekła do nieba. W trakcie czytania coraz bardziej odnosiłam wrażenie, przy którym na końcu pozostałam, że Polska była ci piekłem, a niebo jest poza Polską, w szczególności w De Lutte, w szczególności w Holandii.
          Po drugie, twój rys historyczny na dwóch stronach plus – nie lubię go. Nie żeby był błędnym. Po prostu nie czujesz tej historii. Unia Polsko-Litewska – pierwsza Unia Europejska; Rzeczypospolita Obojga Narodów, elekcyjni królowie – pierwszy system prezydencki w Europie; Konstytucja 3. maja – pierwsza w Europie i druga po Stanach Zjednoczonych na świecie (i wy chcecie nas uczyć demokracji!) Nie wspominasz o tym.
          I wreszcie po trzecie. Str 149: De vrije vakbond Solidarność onder Lech Wałęsa wil daar iets aan doen, maar krijgt het communisme niet weg. Dat gebeurt pas nadat in 1989 in Berlijn De Muur valt. Tłumaczę w skrócie – Solidarność coś tam próbowała, ale nie dała rady, dopóki nie padł mur berliński!!! Fakty: Okrągły stół w Polsce odbywał się od 06.02.1989 do 04.04.1989 i zapoczątkował zmiany ustrojowe. Pierwsze wolne wybory w Polsce przeprowadzone zostały w czerwcu 1989 roku. Dzięki Solidarności, która wywalczyła nieodwracalne zmiany w obozie komunistycznym, padł mur berliński w nocy z 9 na 10 listopada 1989 roku. Za datę likwidacji DDR uważa się 3. października 1990 roku. Pierwsze wolne wybory w nowych landach dokonały się 2. grudnia 1990 roku.


Wil je nog koffie? (Może jeszcze kawy?)


Izabella

 

P.S. Jeśli interesuje cię cały list daj znać, podeślę.

4 thoughts on “Z piekła do nieba

  1. Trudno mi komentować coś co jest komentarzem (fragmentarycznym) do czegoś, czego nie znam. ograniczę się więc tylko do jednej refleksji , jaka mnie naszła w odniesieniu do Twojej bardzo trafnej obserwacji naszych jako Polaków zachowań wobec obcych – zachowań pełnych rezerwy do nawiązywania tych kontaktów z naszej własnej inicjatywy. Szczerze mówiąc, zdawałem sobie z tego sprawę przez wiele lat, ale traktowałem to jako rzecz normalną – do czasu… Gdy zacząłem częściej przebywać w USA, zwłaszcza na prowincji, zwróciłem uwagę na fakt bardzo licznych i serdecznych kontaktów międzyludzkich w bardzo szerokim kręgu tzw. sąsiedztwa. Tam się wszyscy w tym szerokim kręgu znali, regularnie bywali u siebie, wiedzieli o sobie prawie wszystko. Potem zauważyłem, że zupełnie obcy ludzie na ulicy uprzejmie i z uśmiechem mi się kłaniają, a nawet często zagadują tylko po to, żeby nawiązać kontakt. Początkowo mnie to mile dziwiło, a z czasem bardzo mi się spodobało i zacząłem próbować po powrocie do Polski zachowywać się w podobny sposób. W mojej małej podwarszawskiej miejscowości, w której mieszkam od 35 lat, przedtem znałem zaledwie około 10 osób, a tylko z kilkoma utrzymywałem trochę bliższy kontakt. Najpierw, podczas codziennego nordic walking zacząłem więc od witania się na odległość, ale z uśmiechem z każdym mijanym człowiekiem, potem zacząłem także krótko zagadywać, a teraz znam już większość mieszkańców i z wieloma utrzymywać nawet bliższe kontakty. Zacząłem już po krótkim czasie czuć się znacznie, znacznie lepiej. Pozdrawiam Cię -Janek

    • Dziękuję Janku za spisanie tu twojego doświadczenia. Byłeś więc prekursorem zwyczaju kłaniania się mijanemu człowiekowi – może nie koniecznie na ulicy, ale na szlaku coraz więcej osób się pozdrawia. Ja natomiast złapałam się na tym, że coraz częściej postępuję odwrotnie. I nie potrafię wytłumaczyć dlaczego – atawizm?
      Pozdrawiam, Izabella

  2. Nie znam książki, nie wiem jakimi drogami szedł po Polsce apostoł, ale Twój komentarz bardzo mi się podoba. Mam tylko jedną drobną uwagę – proponuję zmienić Marinę na Marynię, bo tak ma na imię właścicielka wspomnianej d….
    P.S. Życzę piechurowi, aby jego książka cieszyła sią jak najmniejszą poczytnością.

    • Dziękuję Witku za komentarz. Czyżbyś nie pamiętał? W czasach, kiedy wchodziliśmy w życie, szalał po Polsce Marino Marini ze swoim zespołem, stąd Marina…
      Pozdrawiam, Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *