Łodzi właściwie nie znałam, co nie znaczy, że po dwóch dniach spędzonych tu w połowie października poznałam. Moje dotychczasowe pobyty ograniczały się do oglądania Łodzi z okien samochodu, co przyznam nie jest najlepszą formą zwiedzania miasta – wyglądała na źle zorganizowany, nieco zapyziały konglomerat kamienic i kamieniczek, nierzadko wiejących pustką okien. Tym razem przemierzałam odległości pieszo, ale za to w towarzystwie przyjaciółki. Co za metamorfoza!
Na moje postrzeganie Łodzi z pewnością wpłynęły inwestycje XXI wieku – zagospodarowana Manufaktura i tzw. „Przesiadkowo”. Pierwsza jest zespołem odrestaurowanych byłych fabryk Poznańskiego, pierwotnie kontrowersyjny projekt, dziś interesujący (pofabryczne budynki z czerwonej, nieotynkowanej cegły), funkcjonalny (przebudowane wnętrza, parkingi) wreszcie społecznie użyteczny (rynek z fontannami i zielenią) kawałek Łodzi. A Przesiadkowo? To unikalny w skali światowej przystanek tramwajowy – wiata i zadaszenie, ale jakie! 100 m długości, 33 m szerokości, kolorowe, przypominające witraże zadaszenie z barwionej membrany (membrana japońska barwiona w okolicach Mediolanu, zamontowanie polskie) zainstalowane na trzynastometrowych stalowych słupach. Fantastycznie futurystyczna funkcjonalność.
Jeszcze większe wrażenie zrobiła na mnie Biała Fabryka Ludwika Geyera. Mieściła pierwszą w Łodzi mechaniczną przędzalnię i tkalnię, obecnie znajduje się tu Centralne Muzeum Włókiennictwa, mające olbrzymie zasługi w promowaniu współczesnej tkaniny artystycznej. Duże, ascetyczne hale dają szansę wystawienia eksponatów we własnej, niezakłóconej przestrzeni, co w przypadku materii artystycznej tak odmiennej od tradycyjnej, materii, która zyskała trzeci wymiar anektując przestrzeń ma szczególne znaczenie. Wspomnę tu między innymi o czasowej wystawie Azja-Europa III prezentującej twory wyobraźni artystów obu kontynentów. Podczas gdy prace azjatyckich artystów zanurzone są głęboko w kulturze i historii, niektóre przypominały mi origami, Europejczycy często przekształcają tradycyjne techniki na potrzeby wyrażenia własnej indywidualności. Pasjonaci techniki znajdą narzędzia i maszyny włókiennicze równie efektownie wystawione w swym pierwotnym, naturalny otoczeniu.
Natomiast największe wrażenie zrobił na mnie jeden z wielu murali, jakie napotyka się chodząc po Łodzi. Monumentalna, nie, nie grafika lecz plastyka „Jerzyk/Apus” na ścianie kamienicy przy ul. Kilińskiego 127. Instalacja z cyklu „Big Trash Animals” powstała w ramach Festiwalu Energia Miasta w 2015 roku, jej autorem jest Portugalczyk Artur Bordalo rocznik 1987, podpisujący się Bordalo II. Bordalo nie kupuje materiałów, znajduje je na złomowiskach i wysypiskach śmieci, ich artystyczne wykorzystanie jest swoista krytyką świata, w którym rzeczy niegdyś cenne szybko zmieniają się w śmiecie. Moją uwagę zwróciła przede wszystkim kompozycja – jerzyk przysiadł na kalenicy dachu nieistniejącego już domu przywracając go do świadomości obserwatora. A te bazgroły niebiesko-czerwone to już wandalizm.
Po Łodzi chodziłam w stroju miejsko – turystycznym, adekwatnym do ładnej, jesiennej pogody, spójrz zdjęcie.
W jaki celu wybrałyśmy się do Łodzi? Na koncert Ennio Morricone, ale jak widzicie zabrakło dla niego miejsca.
Czy spotkaliście kiedykolwiek murale, które was zafascynowało?
Izabella

