Kobiecość

FOT. z mojego archiwum

Przecież Pani jest za równouprawnieniem – słyszałam wiele razy w Niemczech. Gwałtownie protestowałam. Jestem zdania, że wszelkie sytuacje dyskryminujące kobiety powinny zostać wyeliminowane, podczas gdy przywileje wynikające z faktu bycia kobietą chciałabym zatrzymać. I zdaję sobie sprawę, że nie jest to równouprawnienie. Lata minęły, a ja ciągle tak myślę.

Prawo udziału w wyborach załatwiły za nas mniej więcej sto lat temu socjalistki wszelkiej proweniencji. To co mnie interesowało było prawo do pracy i płacy.

Kiedy otrzymałam dyplom inżyniera elektronika, i z tym związane skierowanie pełnomocnika na pierwszą posadę mój starszy kuzyn dał mi wskazówkę: pamiętaj, nie jesteś żadną „panną Izunią” tylko „panią inżynier”. Oczywiście! W pracy, jestem przedstawiona grupie i już za chwilę słyszę „panno Izuniu” … Nie miałam odwagi wyegzekwowania „inżyniera”. Myślę, że nie poczuwałam się jeszcze tak bardzo do tego tytułu.

W 1969 roku Europa zachodnia przeżywała boom, potrzebne były ręce i głowy do pracy. Zgłosiłam się do Philipsa w Hamburgu. Dyplomu Politechniki Warszawskiej nikt nie kwestionował, spódnicy też nie, zostałam przyjęta do Działu Kontroli Technicznej. Ja marzyłam o pracy w jakimś instytucie naukowym, a jeśli już w fabryce, to przynajmniej w Dziale Głównego Technologa. Po dwóch latach przeczytałam na tablicy ogłoszenie, że Główny Technolog poszukuje pracownika, należy zgłosić się do kadr. Po kilku dniach pani kadrowa oznajmiła, że moja kandydatura nie wchodzi w grę, bo jestem kobietą: kobiety rodzą dzieci, więc ich długo nie ma, potem biorą urlopy, bo dzieci są chore, a pan doktor Spitzer potrzebuje rzetelnego pracownika. Wtedy nie znano jeszcze poprawności politycznej.

I znów, w 1983 roku, ogłoszenie, że nowo powstające międzynarodowe centrum elektroniki w Paryżu szuka inżyniera o dokładnie moim doświadczeniu. Mój ówczesny szef zdecydował się wywiesić będąc przekonanym, że nikt z naszej grupy nie zainteresuje się dwuletnim kontraktem „wyjazdowym”. Przeliczył się, bo miał babę w grupie. Dla mnie była to szansa mojego życia, nie praca (choć okazało się że też), ale Paryż. Przedstawiłam się w Paryżu, zostałam zaakceptowana, a szefowie – obecny i przyszły ustalili, że do czasu mojego wyjazdu nazwisko osoby, która wzmocni centrum w Paryżu pozostanie w tajemnicy. Na następnym ważnym międzynarodowym zebraniu, w Philipsie odbywały się tylko ważne zebrania międzynarodowe, mój przyszły szef podał do wiadomości, że grupę zasili osoba z Niemiec, nie może podać nazwiska, powie tylko, że jest to lady. Byłam jedyną kobietą inżynierem w całym Philipsie niemieckim zatrudniającym w tym czasie 70 tys. pracowników, tajemnica przestała być tajemnicą. Wyjechałam, ale mój niemiecki szef zatrudnił szybko kobietę informatyka – przetarłam drogę.

Te wspomnienia odżyły pod wpływem filmiku Dimitrisa Papaioannou: https://vimeo.com/160510617 , w którym Angelika Stellatou cudownie odtańczyła kobiecość – tę próbującą wspiąć się, ambitną, ale też nie do końca pewną siebie, kreatywną, wahającą się, wreszcie zdeterminowaną.

Zdjęcie z początku lat dziewięćdziesiątych, mój „mundurek” kobiety pracującej: fryzura i kostiumik, którym całymi latami byłam wierna, do których powracałam. Fryzura „petit carrée”, po polsku mniej romantycznie bo „grzybek” wydawała mi się twarzową przy mojej słowiańskiej pucołowatości. Spódnica kostiumu klasyczna typu ołówkowa, żakiet dłuższy odcinany w pasie, bez kołnierza, dzięki czemu ładnie układały się kołnierze bluzek. Kostium miał bardzo szczególny kolor – między brązem a burgundem. Makijaż wyrazisty. To nie przypadek, że nie trzymam drinka w ręku – nie drinkuję do dziś, to też symbol kobiecości. Wypijałam kieliszek wina do głównego dania – zasada, której pozostałam wierną.

A jak wygląda wasz „mundurek” kobiety pracującej?

Izabella

4 thoughts on “ Kobiecość

  1. Jestem za swobodnym wyrażaniem indywidualnie rozumianej kobiecości ale nie raz trzeba ją wykrzyczeć. Szefowie – „główni technologowie” – tak bardzo boją się obowiązków rodzinnych swoich pracowniczek, że angażują często gorzej przygotowanych mężczyzn tracąc na tym wiele. Jest to problem pokoleniowy. Moja córka usłyszawszy przy trzeciej rozmowie kwalifikacyjnej słowa zachwytu z powodu jej kompetencji oraz równocześnie argument odmowy przyjęcia do pracy z powody potencjalnych obowiązków rodzinnych zapytała subtelnie pracodawców: „czy panowie nie zauważyli wcześniej, że jestem samiczką?”
    Gorzkie doświadczenia mogłabym wyliczać ale wolę zachować siły na wykrzyczenie.
    Izabello – co tam mundurek – Twoje usta to jest kobiecość!!!
    A mój mundurek – mam dwa – jeden cywilizowany psuty często zestawem sportowym (staram się, żeby to nie były płetwy i czepek) a drugi to gumofilce i spodnie bhp. To się nazywa życie krańcowe.
    Jak bym mogła wybierać to bym wybrała elegancję lat międzywojennych (takich prosto z filmu „Poirot”.)

    • Dziękuję Małgosiu za wyczerpującą odpowiedź. Jeśli chodzi o makijaż (kolor ust) jest on elementem mundurka. Zaimponowałaś mi twoim zestawem z gumofilcami.
      Izabella

  2. Masz rację. Równouprawnienie : TAK. Parytety NIE A na zdjęciu wyglądasz super i to nie tylko z powodu mundurka. Bardzo ciekawa jest Twoja droga i doświadczenia inżynierskie, no i świetnie o nich piszesz (2 księgi wspomnieniowe PW).
    Natomiast, jeżeli chodzi o mundurki, to musiałam z racji wyjazdów zagranicznych i różnych uroczystości związanych z pracą naukowo-inżynierską zakupić kilka garsonek. Jednak czułam się w nich sztucznie, jakbym była przebrana za kogoś innego, więc teraz wiszą sobie spokojnie w szafie, a używane są tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich, jak n.p. koncerty w Operze Narodowej.
    A na co dzień? Najlepiej czuję się w dżinsach i swetrze. Sorki -trudno, ale tak mam…
    Pozdrawiam

    • Dziękuję Iwono za wpis. Osobiście lubię sukienki i garsonki i nie wyobrażam sobie, że w sytuacji służbowej miałabym włożyć spodnie – ten typ tak ma. Natomiast poruszasz dwa ważne problemy: po pierwsze, zwłaszcza na emeryturze okazji do włożenia wykwintnej sukienki czy garsonki nie mamy dużo, więc wiszą sobie w szafie. Po drugie czym innym jest strój elegancki, wyjściowy, a czym innym wygodny strój domowy nawet, jeśli przyjmujemy gości. W moim przypadku są to spodnie z kaszmiru i sweter. Ale lubię stroje kobiece.
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *