Mosty

FOT. Halina Topolska

Pociąg niezbyt spiesznie wtoczył się na wiadukt. Zmierzch już zapadł, choć na horyzoncie czerń zarośli odcinała się lekko od ciemnogranatowego nieba – i tyle kolorów. Wreszcie ukazała się rzeka – w kolorze czarnego złota – woda odbijała wyłapane promienie zaszłego już słońca – takie światło zdarza się tylko raz w życiu. Moment z tych, które wydobywają ze świadomości lub podświadomości wspomnienia. Tym razem wokół mostów na Odrze. To szczególne mosty, przejazd przez nie  dostarczał różnych emocji.

Odrę przekraczałam wiele razy: koleją, samochodem, w Świecku, Słubicach, Kostrzynie… Przejazd samochodem do czasu wejścia do Unii graniczył z obłędem. Kolejki w obydwu kierunkach ustawiały się na ileś tam kilometrów, co w przeliczeniu na czas dawało kilka do kilkunastu godzin oczekiwania. I zaczynało się: przepychanki, cwaniactwo, podjazdy, kłótnie (bijatyk nie widziałam), awantury, przekleństwa, płacz dzieciarni i nie tylko, szczekanie psów np. moich. W samochodach ludzie z wyrazem złości, otępienia, rezygnacji, rozsierdzenia, nienawiści, frustracji, niepokoju; zmęczeni, głodni, z pełnymi pęcherzami… czujniejsi niż dzisiejsze radary na każdy centymetr zwolnionej przed nimi przestrzeni.

Obrazek już po 1989 roku: w kierunku zachodnim podjechał potwornie zdezelowany Mercedesa z czterema zadowolonymi z siebie młodymi ludźmi o fizjonomii, przepraszam, oprychów. A wy dokąd tym gratem? – zapytała drobna, ale energiczna celniczka. Odpowiadali sypiąc dowcipami. Taki samochód to kompromitacja Polski odparowała i nie przepuściła, zdaje się, że na dodatek znalazła powód by wlepić mandat.

Przejazd przez Odrę koleją wpisywał się w rygor rozkładu jazdy, podejrzanych Bóg wie o co podróżnych po prostu wyciągano z pociągu. Czytałam anegdotę, niestety nie potrafię jej zweryfikować, powtórzę więc z przymrużeniem oka, jako prawdopodobną. W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych z Francji do Polski wracała pociągiem reprezentacja piłki nożnej. Drużyna doznała zaszczytu spotkania z Picassem, a może to komunizujący Picasso doznał zaszczytu spotkania z drużyną, w każdym razie chłopcy na pamiątkę dostali od Picassa sygnowane przez niego naczynia gliniane. Prezent nieporęczny, ktoś wpadł na pomysł pozbycia się go na moście przez Odrę. Rzucali naczyniami w przęsła mostu, a cela mieli. Ciekawa jestem, jaką historię na podstawie badań stworzy archeolog, który za kilka tysięcy lat natknie się na skorupy.

I kolejny mój przejazd przez most ze Słubic do Frankfurtu w 2014 roku, tym razem taksówką. Żadnych pozostałości po budach, szlabanach ani pani celniczce, pusty most. Przejście graniczne jeśli nawet jest, to niezauważalne. Byłam bardzo przejęta faktem, że przekraczam granicę państwa taksówką, tę granicę, która kosztowała mnie w przeszłości tyle trudów, tyle nerwów.

W drodze powrotnej nie było szansy na chwilę wspomnień – druga po południu, pełne światło nie sprzyjało atmosferze. Przed wjazdem na most zatrzymali nas na krótko – po lewej pociąg z naczepami międzynarodowych przedsiębiorstw transportowych – ruszył na zachód. Po prawej pociąg z kontenerami wyłącznie chińskimi – ruszył na wschód. Znak czasów.

FOT. Lech Pietras

Przy mrozach, jakie mamy w tych dniach długi, gruby kożuch jest z pewnością odpowiednim ubraniem. A gdzie ja? W łóżku, niestety wyruszyłam w podróż zbyt lekko ubrana. Pytacie, jak można było, skoro się już ma ciepłą kapotę? Ja też nie mogę siebie zrozumieć.

Czy zdarza się wam robić coś, czego po fakcie nie rozumiecie, na co nie znajdujecie  wytłumaczenia?

Izabella

2 thoughts on “ Mosty

  1. Ależ, Izabello nagminnie się zdarza, ze człowiek robi sam coś nieprzemyślanego ! Począwszy od życia prywatnego a skończywszy na działaniach publicznych (czego dowody mamy w nadmiarze w publikatorach).
    Mechanizm jest taki – sugerujemy się własnymi chęciami lub życzeniami. Np. mając w pamięci swoje ostatnie „ciepłe” podróże założyłaś, że dla tak szczytnego celu podróży aura będzie przyjazna – a tu wyskoczył luty ze swoimi zwyczajami i przyjął Cię bardzo chłodno.
    Pamiętam też swoje pierwsze przekraczanie granicy do „Unii” i- byłam bardzo zawiedziona brakiem zainteresowania służb granicznych i celnych (mając w pamięci dantejskie sceny wcześniejsze).
    Wracaj do zdrowi (w futerku)

    • Masz rację Małgosiu, moje pobożne życzenie dotyczące aury sprowadziło mnie na manowce. Mam za swoje.
      Dziękuję za komentarz
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *