
Siedzę i słucham, stoję i słucham, obieram ziemniaki i słucham – konkursu chopinowskiego. Obieranie ziemniaków w takt Poloneza As dur Chopina? Czy to nie profanacja? Czy nie powinnam była zarezerwować sobie tych kilku tygodni tylko na słuchanie? I zamówić mannę z nieba?
Może i powinnam, ale nie zrobiłam tego. Lubię takie wydarzenia en bloc, czy to konkursy muzyczne, czy festiwale baletowe, czy powieść czytana w radiowej dwójce. Uważam, że takie bezpośrednie porównanie wydarzeń, może uściślę – bezpośrednie porównanie emocji, jakie towarzyszą tym wydarzeniom, czy to jest zachwyt, łaskotanie serca, czy gwałtowny, spontaniczny sprzeciw, jest bardzo pouczające, rozwijające i pozostawi ślad nawet w najbardziej odpornym na piękno umyśle. Czy podobnie jest z piłką nożną i boksem? Nie wiem, bo nigdy tych doznań nie kosztowałam.
Mam już swojego kandydata na pierwsze miejsce, choć jesteśmy zaledwie na półmetku. Tak to bywa, albo jest „chemia”, albo nie. Nie było chemii między mną a młodziutką, skądinąd świetnie grającą Evą Georgyan, reprezentującą Rosję/Azerbejdżan. 17 latka, utalentowana, piękna, pewna siebie, przyjechała po złoto, jak powiedział jeden z komentatorów. I to widać. Wyciągnęła wszelkie registry, nawet piękne, długie, sięgające dużo poniżej pasa blond włosy, które musiała podtrzymywać siadając, nie dorówna jej w tej konkurencji żadna Azjatka. Mój sprzeciw wypływa nie z umysłu, ale raczej z żołądka. Za pewna siebie, zmanierowana, za młoda, równo sześćdziesiąt lat młodsza ode mnie, trzeba by jej utrzeć nosa. Przyznam, nie są to kryteria ani muzyczne, ani intelektualne. Czyżby kobieca zazdrość?
Mój kandydat to Nikolay Khozyainov z Rosji. 29 latek – spora różnica wieku – przemyślany program, dojrzała gra pianisty ukształtowanego, wielka świadomość formy, duża staranność. Przystojny. Kropką nad „i” było wykonanie marginalnego dzieła – rzadko granej fugi Chopina, brzmiącej pod jego palcami wręcz organowo. Żeby przeczytać w oryginale listy Chopina nauczył się polskiego!!! Ale i francuskiego. Tak, to jest mój kandydat, zobaczymy, czy jury zgodzi się ze mną.
Czy można być obiektywnym? Nie dać się zwieść zmysłom postronnym?
Izabella
Hej Izabello. Brus Liu też był moim faworytem – wspaniały pianista, a do tego gentleman w każdym calu, w tym w ubiorze. Na szczęście konkurs chopinowski rządzi się swoimi prawami, bo inaczej konkurs mody, gdyby był w filharmonii, wygrałaby wytatuowana postać w tęczowych lub satanistycznych szatach.
Pozdrawiam
Iwona
Oj, obawiam się, że masz rację. Dobrze, że są ciągle jeszcze takie oazy, jak filharmonia.
Pozdrawiam,
Izabella
Witaj Izabello,
Podzielam Twoją fascynację tegorocznym konkursem chopinowskim. Zgadzam się z komentatorami, że był to wyjątkowy konkurs ze względu na na jego wspaniałych, czujących świetnie muzykę Chopina wykonawców. Jednak uważam, że rewelacyjna, wg mnie, Eva Georgyan (Rosja/Armenia) zasłużyła, jeżeli nie na złoto, to chociaż na brąz – żałuję, że nie jest laureatką, tylko finalistką. Myślę, że przeszkodził jej po pierwsze wiek – uważano, że jest za młoda, że ma jeszcze czas na sukcesy. A po drugie = może nie miała wśród jurorów (inni mieli) swojego opiekuna/promotora. Mam nadzieję, że jej kariera, pomimo wszystko, świetnie się rozwinie…
Pozdrawiam
Iwona
Witaj Iwono,
było ciekawie, było gorąco, było wzruszająco. A uczestnicy? Każdy miał jakichś „swoich”. NB, gdyby równolegle do konkursu pianistycznego zorganizowano konkurs mody, to też by go wygrał Bruce Liu, nie sądzisz?
Dziękuję za komentarz, pozdrawiam,
Izabella