Dwa przesłania

Jesienna drzemka przy kawie

Czy sztuka teatralna może nieść w sobie dwa przesłania? W Teatrze Starym w Lublinie wystąpił gościnnie Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej z Krakowa z widowiskiem Szewcy, na motywach dramatu Stanisława Ignacego Witkiewicza, w reżyserii Justyny Sobczyk. Określenie „na motywach” jest istotnym.

Witkiewicz pisał Szewców przez siedem lat, 1927 – 1934, to tylko pozornie teatr groteski i absurdu. Sztuka jest efektem jego głębokich przemyśleń oraz analiz systemów totalitarnych, które właśnie formowały się w Europie. Podejmuje w niej temat przewrotów społecznych i rewolucji, reguł, jakimi się kierują i skutków. To wizja końca kultury, upadku cywilizacji, mechanizacji społeczeństwa, w którym jednostka skazana jest na zagładę. Jednostka taka jak on. Ostatni, nie spisany akt Szewców rozegrał się we wrześniu 1939 roku, po napaści Hitlera na Polskę – to samobójstwo Witkacego.

Justyna Sobczyk zajmuje się pedagogiką specjalną w Instytucie Teatralnym. W Teatrze Starym reżyserowała Szewców gościnnie wprowadzając w przestrzeń sceniczną grupy społeczne dotąd w niej niereprezentowane – aktorów niepełnosprawnych. Realizacja oparta jest w dużej mierze na improwizacji. Aktorzy „zawodowi” z ich fikcją literacką stawiani są przed wyzwaniem spontanicznych, życiowych wypowiedzi „aktorów naiwnych” ale świadomych. To niemal rewolucyjne pociągnięcie na miarę samej sztuki. Powstaje pytanie o kondycję zawodu aktora, o sens pracy aktora. Czy rodzi się nowy teatr?

W finale reżyserka zagrała na emocjach publiczności – w roli Hiper-Robociarza obsadziła Krzysztofa Globisza. Siła aktorskiej osobowości emanowała ze sceny z niezwykłą intensywnością. Na widowni zapanowała cisza absolutna. To niezwykłe spotkanie – mówi reżyserka. …Ten wybitny aktor… wchodzi na scenę słabszy niż do tej pory, ale ta słabość daje mu siłę, by przekroczyć dotychczasowe wyobrażenia na temat aktorstwa, obecności na scenie, potrzeby grania. Moim zdaniem jest to kreacja na miarę Ludwika Solskiego w roli legendarnego Starego Wiarusa z Warszawianki Stanisława Wyspiańskiego. Trzy wpisy temu zastanawiałam się czym jest talent. Krzysztof Globisz dowiódł, że talent jest w stanie przejawić się bez względu na okoliczności.

Reasumując, Justyna Sobczyk stworzyła traktat o istnieniu i nieistnieniu. Geniusz Witkacego z powodu zaistniałych okoliczności doprowadził go do śmierci, geniusz Krzysztofa Globisza mimo zaistniałych okoliczności pozwolił na wykreowanie wspaniałej roli.

Izabella

6 thoughts on “ Dwa przesłania

  1. Izo, autor sam nagłośnił tę sprawę kpiąc z „profesjonalizmu” krytyków. Na tym płótnie jedynie dobierał kolory farb, a jeśli znalazły się tam faktycznie jakieś „głębokie treści”, to mogło to być wyłącznie dzieło jakichś sił nadprzyrodzonych. No cóż, cuda przecież się zdarzają!

    Janek

  2. Witkacy popełnił samobójstwo gdy dowiedział się o napaści ZSRR na Polskę tj. 18 września, proszę sprawdzić w Biografii.

  3. Moim zdaniem, Izo, każdy utwór niesie w sobie jakieś przesłanie. Może to być np. przesłanie bardzo ogólne, wręcz rozmyte – mające na celu rozbawienie czytelnika bądź widza (różnego rodzaju komedie), wprowadzenie dreszczyka emocji (utwory sensacyjne, kryminały), dostarczenie wiedzy (utwory historyczne, biografie itp.).
    Są jednak utwory zawierające jakieś bardzo konkretne przesłanie (filozoficzne, polityczne, kulturowe, obyczajowe itp.) lub kilka niezależnych od siebie przesłań. W takim nakładaniu na siebie kilku różnych przesłań niewątpliwie mistrzem był Sławomir Mrożek (np. słynne Tango z 1964 r.).
    Jednak najczęściej staramy się doszukiwać jakiegoś przesłania w utworach określanych jako dziwne i mało zrozumiałe dla przeciętnego widza lub czytelnika. W utworach tego rodzaju, które są prawdziwymi dziełami sztuki, zawsze jest głębiej lub płycej ukryte między wierszami jakieś bardzo istotne, często nawet mocno kontrowersyjne przesłanie (lub kilka przesłań), Są one łatwe do odczytania dla inteligentnych i wrażliwych odbiorców, ale pozostali tylko udają, że je zrozumieli, chcąc uchodzić za ludzi z tej pierwszej grupy.

    Oprócz tego, niestety, masowo pojawiają się utwory bez jakiejkolwiek wartości artystycznej, ale za to pełne różnego rodzaju udziwnień i szokujących rzeczy. Niektórzy krytycy, PRAWDZIWI krytycy, natychmiast dają miażdżącą krytykę takich pseudo dzieł albo je kompletnie ignorują. Jest jednak grupa miernych krytyków, którzy zaczynają doszukiwać się w takich „utworach” nieistniejących głębszych treści – i to jest właśnie nieszczęście, bo ci niewyrobieni odbiorcy na podstawie takich beznadziejnych opinii, ulegając rodzącej się na ich podstawie modzie, też zaczynają wręcz piać z zachwytu nad rzekomą głębią i nieistniejącymi przesłaniami. Pamiętam taką historię z Paryża z lat osiemdziesiątych. Pewien znany paryski malarz abstrakcjonista szykował wernisaż swoich obrazów. Gdy przewożono je z pracowni do sali wystawowej pomyłkowo zabrano z pracowni także płótno, na którym artysta dobierał kolory farb. Powieszono to płótno wśród innych dzieł artysty, a on tego nie zauważył. Jakież było jego zdumienie, gdy nazajutrz cała prasa była pełna zachwytów nad tym właśnie niby obrazem, doszukując się w nim głębokich treści, alegorii i artystycznego przesłania, których przecież wcale tam nie było i nie miało prawa być. Tak właśnie rodzą się mity.

    • Dziękuję ci Janku za tak szeroko zakrojoną analizę i wnikliwe potraktowanie tematu. Co do tego obrazu – nieobrazu może chciałabym się podroczyć. Może on jednak zawierał głębokie treści, których sam autor nie był świadom, a które odkryli dopiero obserwatorzy? Pozdrawiam,
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *