Relacje

FOT. Lech Pietras                                             Przy rodzinnym grobie.

Jest czas przewodzenia i czas podążania śladem innych.

Lao Tze

Mądrości chińskie sprzed wielu setek lat. Zasadnicze, pomagające w zrozumieniu i siebie i świata, imponują mi głębią myśli, obrazowością, zwięzłością – cała książka w jednym zdaniu, refleksyjno – filozoficzna, społeczno – obyczajowa, nigdy nie spisana, przewijająca się w naszej wyobraźni. Mimo upływu setek czy może nawet tysięcy lat nie straciły swojej aktualności. Cytowana maksyma jest równie prawdziwa, co trudna. Stylistycznie dobitna nie zawiera żadnego zbędnego słowa, ale też nie wymaga uzupełnienia. Konfrontuje jednak z pytaniami: o samoświadomość, o cechy przewodnika, o okoliczności towarzyszące zmianie ról, o konsekwencje, o …

Zagłębiłam się w swoje doświadczenia.

Z moją roczną sunią wybrałam się na spacer do nieznanego mi lasu. Pies jak zwykle biegł przodem sprawdzając na każdym rozstaju dróg, w którą stronę zmierzam. W drodze powrotnej zbłądziłam. Przystanęłam zastanawiając się nad ryzykiem nieznanego. Psy cechuje nie tylko dar obserwacji, zmysł telepatii, intuicyjna znajomość podstaw geometrii, ale również zasad współżycia w społeczności do której przynależą. Sunia widząc moje niezdecydowanie przejęła komendę, zawróciła i poprowadziła mnie bezbłędnie do celu. Zaufałam przysłowiowemu psiemu swędowi. Co o tym zdecydowało? Jej uległość i posłuszeństwo w sytuacjach, w których ja przewodziłam oraz zdecydowanie w sytuacji, w której ja się zawahałam. Zbudowała więź, dowiodła swoich umiejętności. Od tego momentu zawierzyłam jej rozeznaniu w topografii  terenu. Bezproblemowo przekazywałyśmy sobie przywództwo w określonych sytuacjach (np. na grzybobraniu – gdzie samochód? pytałam psa, który zawsze w odróżnieniu ode mnie wiedział gdzie). Zyskałam zaufaną przyjaciółkę.

W relacjach międzyludzkich sprawy wyglądają bardziej skomplikowanie. Zapisałam się na warsztaty z psychoterapii, które prowadziła moja Przyjaciółka. Zaimponowała mi swoimi kwalifikacjami, opanowaniem tematu, tajemną dla mnie wiedzą, z którą chciałam się skonfrontować. Zdawałam sobie sprawę z zagrożenia dla naszej przyjaźni, założyłam, że damy radę. Na pierwszej sesji warsztatowej Przyjaciółka uważała, że sytuacja z urzędu wymaga przejęcia przez nią dominacji również nade mną, ja nie byłam tego świadoma, nie byłam też przygotowana na bezwarunkowe podporządkowanie się. Jeszcze nie zbudowała więzi, jeszcze nie dowiodła swojego prymatu. To zderzenie okazało się katastrofą – straciłam zaufaną przyjaciółkę.

Mądrością Lao Tze było sformułowanie tej trudnej zasady. Jej trudnością jest implementacja w społeczności homo sapiens. Bo w relacjach międzygatunkowych nie ma problemu.

Zdjęcie okolicznościowe, na cmentarzu radomskim we Wszystkich Świętych. Tegoroczna pogoda pozwoliła na stroje do figury.

Czy czas przewodzenia jest trudniejszym, czy podążania śladem innych?

Izabella

6 thoughts on “ Relacje

  1. Izabello, cały czas podążałam za myślą Lao Tze.
    Pięknie jest podążać za kimś: na to trzeba tyle ufności i uznania!
    A przewodzenie bierze się na ogół z desperacji i konieczności interwencji i naprawiania zdarzeń, ludzi, spraw. A więc czas przewodzenia jest często nasycony goryczą.

  2. „Jest czas przewodzenia i czas podążania śladem innych”.
    A może czas podążania śladem innych, zastąpić czasem na zagłębienie się w sobie, aby siebie zrozumieć i na słuchanie, co mówią inni w celu zrozumienia ich. Sentencja Lao Tze jest słuszna w przypadku ludzi, a może nawet społeczeństw hierarchicznych, do tego wychowanych na idei przewodnika życia (guru, mistrz). Pomijam w rozważaniach wątki religijne, bo sentencja Lao Tze i treść artykułu dotyczy życia doczesnego. Wydaje mi się, że właśnie podstawowym problemem relacji międzyludzkich, zwłaszcza w naszej cywilizacji, jest w uproszczeniu to, że jak jesteśmy silni, to chcemy rządzić innymi, a jak słabniemy, to inni chcą rządzić nami. W bliskich relacjach lub związkach trwały lub przemienny układ silny- słaby nie daje możliwości rozwoju obu stronom i na dłuższą metę działa niszcząco.
    Dywagacje powyższe nie dotyczą oczywiście sytuacji incydentalnych, n.p. zagrożenia życia lub zdrowia, w których ratownik musi zdominować psychicznie lub fizycznie osobę ratowaną, będącą w stanie histerii lub stuporu, aby uratować jej życie.
    Pozdrawiam serdecznie
    Iwona

    • Dla mnie podążanie jest formą bytu. Jak moglibyśmy zbudować most, gdybyśmy nie podążali za architektem?
      Dziękuję Iwono za ciekawy komentarz,
      Izabella

      • Masz rację Izo, że podążanie jest formą bytu, z tym, że podążanie, jako forma bytu, zaczyna się wraz z początkiem istnienia, kiedy jesteśmy na etapie zdobywania podstawowych umiejętności życiowych i trwa intensywnie przez długie lata – czas przygotowywania się do dorosłego życia. Po zakończeniu etapu dorastania, następuje etap działania. Jedni chcą przewodzić, jak n.p. dyrygent orkiestry, a inni realizować swoje pasje w samotności lub zespołowo, n.p. komponować lub grać na swoich instrumentach. Przykład muzyczny pokazuje zdrowe przewodnictw0 i zdrowe podążanie. Oczywiście jest też chore przewodnictwo, o którym napisała pani Małgorzata i chore podążanie – jestem ofermą, nic nie umiem, więc znajdę sobie przewodnika, on mnie uratuje. A wracając do sentencji Lao Tze, ja ją zrozumiałam chronologicznie – etap podążania następuje po etapie przewodzenia. Wg mnie jest, albo powinno być odwrotnie. Jeżeli po zakończeniu etapu przewodzenia (szerzej aktywności), szukamy przewodnika, oznacza to, że nigdy nie byliśmy przewodnikiem i nigdy nie zrozumiemy, czym jest życie.
        Sorki za dywagacje wiejskiego listonosza….j Jak mówią Rosjanie, to dla poddzierżki razgowora.
        Iwona

  3. Myślę, że utrata przyjaciółki (przykra) jest podobna do małżeńskiej walki charakterów, gdy oba są silne i jeden z nich chce dominować. Przykre to, ale miałaś rację, skoro nie zniosłaś próby narzucenia przez nią swojej dominacji.
    A co do lasu, to zbierając uwielbiane grzyby, zawsze błądziłem. Aż w końcu (nie mając innego przewodnika), zawierzyłem kompasowi i ciągle – wbrew mojemu przekonaniu – okazywało się, że kompas miał zawsze rację. Choć raz naszemu koledze z wydziału – Jurkowi Kob… zdarzyło się, ze czekałem na niego ok. dwie godziny, bo prowadzony swoim kompasem trafił kilka km w przeciwnym kierunku , niż powinien. W końcu został przywieziony przez przypadkowo spotkanego, zbierającego grzyby leśniczego. Wykładowcy na SGPiS-i teorii gier (był kiedyś chodzącym komputerem) w kompasie (już po gwarancji) zamieniły się bieguny.
    Serdeczności

    • Tak więc Mieciu, zbieraczom grzybów polecam jednak pieska takiego jak mój, nie zmienią mu się bieguny.
      Serdecznie pozdrawiam,
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *