Szacunek

Fot. Lech Pietras               Wspomnienie złotej jesieni

Zdarza się, że temat moich dywagacji spada jak z nieba – tak było z dzisiejszym. Przed wejściem do piekarni stał samochód na warszawskiej rejestracji, przy kierownicy osobnik na pierwszy rzut oka płci męskiej, młody. Samochód stał na tyle daleko, że otwierający drzwi piekarni nie trzepnął go, jednak na tyle blisko, że obojętnie z której strony podchodził musiał go obejść. Przełknęłam cisnącą się na usta spontaniczną gwarę uliczną ponieważ określałaby raczej stan mojego poirytowania niż samą sytuację. No dobrze, przyznam się, wykrzywiłam twarz w grymasie świadczącą o dezaprobacie, ale czy kierowca to zrozumiał? Czy w ogóle zauważył? Stojąc w kolejce miałam chwilę czasu żeby się zastanowić. To ewidentny brak szacunku dla bliźniego, pomyślałam, tylko czym ja i inni amatorzy pysznego pieczywa naraziliśmy się kierowcy samochodu?

Uściślę, mówiąc o szacunku mam na myśli atencję i uszanowanie drugiego człowieka, nawet, jeśli go nie znamy, jeśli nie miał okazji zapracowania sobie na nasze dobre zdanie, jeśli nie jest starszy… Wrzuciłam hasło szacunek do internetu, który oprócz licznych wad jest tanim, szybkim i pewnym wykładnikiem opinii publicznej. Wpisy mówiły o szacunku prawie wyłącznie w kontekście tolerancji: o prawie do własnego zdania, do wyrozumiałości, o nienaruszalności osobistych poglądów, o akceptacji odmienności. Ewidentne nieporozumienie. Z takiego punktu widzenia młody człowiek mając niczym nieuzasadnione własne zdanie na temat miejsca parkowania stanął gdzie stanął i żądał od nas wyrozumiałości. A to, że z szacunku do drugiego człowieka nie należy mu przeszkadzać, dokuczać, wyśmiewać się z niego uszło jego uwadze.

W jednostce, w której pracowałam, na stanowisko menadżera marketingu został przyjęty młody Holender, świeżo upieczony MBA po Harvard Business School, potwornie zarozumiały. Nic więc dziwnego, że kiedy w kiosku na lotnisku zobaczyłam książkę Marka McCormacha „What they don’t teach you at Harvard Business School”, która w 1984 roku szybko stała się bestsellerem, zakupiłam z nadzieją, że dowiem się czegoś co pozwoli mi utrzeć nosa Jorisowi. Niestety, autor wskazywał na „miękkie” umiejętności, których w rzeczy samej nie można zdobyć na uczelni: asertywność, empatię, otwartość, komunikatywność, kompromis… Z mojego punktu widzenia książka jest zbiorem krótkich przypowieści opartych na zasadach dobrego wychowania, które wtedy w Polsce wypijało się z mlekiem matki. To one w dużej mierze pozwalały zarówno okazać szacunek, jak i zasłużyć na szacunek.

Jorisa udało mi się opanować wiedzą, przypadkowo mieliśmy podobne zainteresowania, i stylem. Miał wpadkę, kiedy podczas prowadzonej po angielsku rozmowy z klientem zwrócił się do mnie po niemiecku zakładając, że gość nie zna tego języka – gość znał. Przeprosiłam klienta tłumacząc, że Joris chciał być dla mnie uprzejmy bo wie, że niemiecki znam lepiej – wyciągnęłam go z opresji. Powoli zapracowałam sobie na jego szacunek.

Ale tak się zastanawiam, co się stało z tym matczynym mlekiem w Polsce, skoro młodzi ludzie nie znają bon tonu?

Izabella

6 thoughts on “ Szacunek

  1. Hej Izo,
    zgadzam się z Tobą, że szacunek do drugiego człowieka, niezależnie od jego intelektu, wiedzy, poglądów, pozycji społecznej, finansowej, wieku, it.p. świadczy nie tylko o dobrym wychowaniu, ale również o dojrzałości danej osoby. Bez obustronnego szacunku nie da się stworzyć, zdrowej relacji – przyjaźni, partnerstwa w interesach, małżeństwa.
    A w wątku epizodu z Jorisem w roli głównej – uważam, że to on powinien zapracować sobie na Twój szacunek,…
    Pozdrawiam serdecznie
    Iwona

    • Witaj Iwono, wprowadziłaś ciekawy aspekt szacunku – dojrzałość.
      Co do Jorisa zabiłaś mi ćwieka – lubiłam go, ale czy szanowałam? Po zastanowieniu się nie mam pewności.
      Pozdrawiam,
      Izabella

  2. Izabello ,
    jestem w kłopocie, bo też nie mogę dodać optymistycznej nutki. Jednakowoż daleka jestem od składania odpowiedzialności na tych ” co nie wyssali z mlekiem matki” – chociaż jestem nauczycielką i codziennie borykam się elementarnymi brakami grzeczności. Ryba psuje sie od głowy – począwszy od medialnych zachowań lansowanych w naszym parlamencie (np. przysłowiowa już pani profesor z Uniwersytetu Jagiellońskiego), poprzez „wyścig testów ” w szkole – bez zwracania uwagi na wychowawcze aspekty szkoły. Kiedyś rodzice i nauczyciele współdziałali w tej dziedzinie – teraz rodzice są roszczeniowi w stosunku do nauczycieli (nie w stosunku do pociech) – a pociechy wspaniale i instynktownie wykorzystują ten rozdźwięk. Teraz nikt nie czyta dzieciom zasad dobrego wychowania – nas odpytywano jak z katechizmu. I nie tylko chodziło o trzymanie noża i widelca. Język szkolny, medialny i kościelny jest pełen wielkich słów (patriotyzm, chrześcijańskie zasady – zadęcie mamy wielkie, ale ustąpienie miejsca w autobusie starszej osobie jest poza możliwościami mentalnymi młodzieży. I u nas nie ma zwyczaju zwracania uwagi dzieciakom – na ulicy, w autobusie – co jest na porządku dziennym np. w Anglii. Wiec z szacunku dla przyszłości zwracajmy uwagę jak ktoś się źle zachowuje. Twórzmy atmosferę dezaprobaty – to trochę walka z wiatrakami – ale gdyby to było powszechne to byłoby skuteczne.
    Trochę zabrzmiało jak odezwa , przepraszam
    Jutro znowu będę pytać młodzieńca czy jest w ciąży skoro nie ustąpił miejsca mojej 90-letniej sąsiadce.

    • Małgosiu, wiem, że jako profesor i pedagog z zamiłowania masz olbrzymie zasługi w przekazywaniu wartości młodym pokoleniom. Dołączam się do apelu, zwracajmy uwagę, ja też to robię nawet, jeśli nie mam takiej trafnej riposty jak ty. Dziękuje za komentarz,
      Izabella

  3. Pani Izabello!

    Z tym mlekiem matki, to się akurat z Panią w pełni zgodzę. Ludziom się wydaje, że znajomość zasad savoir-vivre’u jest sprzeczna z luzem i swobodą. Zapominają, że wolność własna nie może kolidować z wolnością innych ludzi. Liczy się tylko „ja”, „mnie” i „moje”. Zwykła uprzejmość jest wyśmiewana lub budzi zdumienie (podobnie jak np. utrzymywanie domu w porządku). Ludziom wmówiono, że skoro prostak bez wychowania jest równy wobec prawa człowiekowi kulturalnemu, to widocznie mentalność prostacka jest równie dobra, albo i lepsza, bo „większość ludzi tak się zachowuje” (to chyba skutek wyniszczenia elit przez wojnę i socjalizm). Tak trochę na zasadzie tzw. społecznego dowodu słuszności, czyli „jedzmy gnój, w końcu miliony much nie mogą się mylić”.
    Ze zgrozą zauważam, że moi rówieśnicy (pokolenie trzydziestolatków) zaczyna tak „wychowywać” swoje dzieci…
    Na osłodę dodam jednak, że w Internecie powoli „skrzykują się” młodzi ludzie, którzy mają dość wszechobecnego „luzu” (czyt. „chamstwa”) i próbują te elity jakoś (czasem jeszcze nieudolnie i bez zrozumienia) odtwarzać.
    Przepraszam za przydługi i pesymistyczny komentarz.

    • Ależ Pani Ado, podsumowanie stanu faktycznego zakończyła Pani bardzo optymistycznym akcentem, skoro zauważa Pani młodzież, która czuje wartości i wraca do korzeni. Oby te tendencje zataczały coraz szersze kręgi (łącznie z utrzymywaniem w domu porządku, bo też zwróciłam na to uwagę). Serdecznie pozdrawiam,
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *