
Niezależnie od zawartości dwutlenku węgla w atmosferze, efektu cieplarnianego, topnienia lodowców tu i tam, i jeszcze paru innych zjawisk przyszła. Prawdziwa polska zima.Przynajmniej do Nałęczowa.
Pora roku jakże bogata w bodźce,odbierane wszystkimi zmysłami. Zima, to zapach mroźnego powietrza,szczypanie w policzki, smak płatka śniegu, biel,wyciszenie. Z zimą kojarzy mi się najwięcej wspomnień, od najwcześniejszego dzieciństwa. 1946 rok, Boże Narodzenie w Walimiu, w Górach Sowich,mam 3,5 roku, zaledwie półtora roku temu skończyła się wojna.Spacer, droga z rzeczką jakby splatały się w warkocz, stąd wiele mostków. W jednym z nich zobaczyłam dziurę, a przez nią spienioną górską wodę. Przestraszyłam się i popadłam w histerię. Dopiero autorytet ojca sprawił, że trzymając go za rękę poczułam się bezpiecznie na dziurawym mostku. Trzy miesiące później, ciągle jeszcze zimą, została w radiu podana wiadomość o zamordowaniu generała Karola Świerczewskiego przez bandytów. Wiadomości nie rozumiałam, o generale nic nie wiedziałam, ale słowo bandyta znała niespełna czterolatka. Znów strach i płacz, znów ojciec, który mnie uspokaja. Ojciec gwarancją bezpieczeństwa, atawizm? Bo czymże wytłumaczyć, że ciepło ciała tulącej matki nie było w stanie mnie ukoić?
Zima 1955 roku, kiedy z powodu silnych mrozów zamknięto szkoły. Codziennie szalałam na lodowisku czyli kortach tenisowych zalanych wodą. Zima 1963 roku, z tego samego powodu zamknięto uczelnie. W akademiku pozostały tylko studentki zagraniczne, między innymi Jożka, Bułgarka, późniejsza współmieszkanka i przyjaciółka, dla której było to pierwsze wżyciu spotkanie z prawdziwą, bezceremonialną zimą. Rok 1978, przyjechaliśmy z Hamburga na Boże Narodzenie, ale powrotu nie było.29 grudnia zaczęło sypać : metr, dwa metry śniegu w ciągu niewielu godzin. Lotniska zamknięte. Raz na parę godzin wjeżdżał na dworzec jakiś pociąg. „Ile macie opóźnienia?” zapytał mój brat wysiadającego z pociągu konduktora. Nie odpowiedział. „Co Pan taki gburowaty”, żachnął się brat. „Mieliśmy być wczoraj o szóstej rano”, konduktor ledwie trzymał się na nogach.Z dwudniowym opóźnieniem udało nam się wylecieć samolotem do Frankfurtu. Zasypane śniegiem Niemcy też nie dawały sobie rady z aurą.
Zima – to czas, w którym człowiek dociera do granic swojej bezsilności wobec kaprysów natury. Może dlatego to również czas zawiązywania wspólnot, wzmacniania więzów. Nawet między kierowcami. Kolega z Philipsa odpowiedzialny za handel wtedy jeszcze ze Związkiem Radzieckim opowiadał, jak to zimą (czytaj głęboki śnieg i silny mróz), w drodze samochodem do Irkucka napotkali zepsuty pojazd. Byli jedynymi od kilku godzin,którzy nadjechali. We dwóch kierowcom udało się uruchomić tamten samochód, po czym wszyscy rozgrzewali się wódką, doustnie. Solidarnie.
Izabella
Czy lubisz zimę?
Droga Pani Izabello,
Zimą zakochałam się… w Nałęczowie i nie tylko, Byłam przejazdem i ktoś wspomniał ze jeśli Pani chce poznać Nałęczów i jego klimat proszę udać się do Kawiarni Jaśminowa. Wspaniałe miejsce i takiego kajmaku i ciasta pomarańczowego nie jadłam w życiu. Rozmawiałam z uroczym wysokim panem który tam pracował, wspaniale opowiadał o tym miejscu. A teraz……jestem zasmucona bo nie ma już Kawiarni, byłam w grudniu i pierwsze kroki kierowałam własnie do Jaśminowej i co – zamknięta.
Dlaczego? Zimą usiąść przy wspaniałej muzyce w tak cudownym miejscu przy pysznej kawie i cieście, coś wspaniałego. Proszę mi wybaczyć ale jest mi bardzo przykro. Jest mi przykro tez z tego powodu co się wydarzyło w Gdańsku. Pani Izabello proszę napisać parę słów może kolejny wpis na blogu o nienawiści i szczuciu człowieka na człowieka o tym co się wydarzyło. Uważam ze trzeba o tym pisać, mówić żeby nie było nigdy więcej takiego nieszczęścia. Pozdrawiam Panią serdecznie i ….dziękuję za ten blog, wiele daje do myślenia.
Droga Pani Aniu,
mnóstwo wątków, nie wiem od czego zacząć.
Po pierwsze przestawiły mi się „same” ustawienia i dlatego komentarze od osób zaakceptowanych przestały wchodzić automatycznie, a ja byłam na wyjeździe i nie potrafiłam uruchomić ich moim smartfonem. Za co przepraszam. Najważniejsze, że Państwa komentarze nie zgubiły się.
W Nałęczowie można zakochać się każda porą, a zimą jest po prostu bajkowy. Kawiarnia Jaśminowa też miała coś z bajki, niestety, nie mogła trwać wiecznie. Cieszy mnie jednak, że przez te 15 lat dawała radość jej bywalcom, mam nadzieję, że zachowają ją we wspomnieniach.
Kolejny wpis mam już zaplanowany. Jest też moją zasadą, żeby nie komentować wydarzeń politycznych, jak i nie pochylać się nad tematami o wydźwięku negatywnym. Jest tyle rzeczy pięknych, które umykają nam. Niemniej zastanowię się, jak można inaczej ująć temat, który Pani proponuje, bez umniejszania jego wagi i powagi. Może mi się uda.
Serdecznie dziękuję za wpis i pozdrawiam,
Izabella
Takiej zimy ze śniegiem leżącym dłużej niż dzień to w Poznaniu nie było dokładnie od 2013 roku. Tutejsze dzieci chyba straciły już nadzieję na sanki i bałwana. I siedzą biedne w domach, bo ile można biegać po deszczu i błocie… Chyba powinnam wybrać się na kilka dni do Nałęczowa.
Dziękuję Pani Ado za komentarz. Współczuję dzieciakom, które nie znają zimy i jej uroków. Miejmy nadzieję, że zima jeszcze w tym roku zawita i do Poznania. Pozdrawiam serdecznie,
Izabella
Ocenianie zimy, podobnie jak innych pór roku, nie da się wcisnąć w jakiekolwiek szablony, gdyż jest to rzecz bardzo indywidualna i bardzo subiektywna. Ja na przykład zdecydowanie wolę lato od zimy, ale nie oznacza to, że nie dostrzegam jej uroków, zwłaszcza w górach. Właśnie w góry jeździłem wyłącznie zimą, ale tylko po to, żeby trochę poszaleć na nartach. Najbardziej lubiłem Austrię, Włochy i Francję, a w Polsce szczególnie upodobałem sobie Krynicę z jej Jaworzyną. Niestety, dwa lata temu doznałem tak poważnego urazu na nartach, że musiałem się z nimi rozstać na zawsze. Nie mogę tego przeboleć, ale z tego powodu przestałem lubić zimę.
Co do Jożki, to masz rację – ona bardzo nie lubiła zimy i to jej zostało aż do końca życia. Często więc znaczną część zimy spędzała w Bułgarii.
Pomimo mojej awersji do zimy, to jest w tym jeden wyjątek: Sylwester. Szczególnie cztery z nich dobrze zapamiętałem. W czasie studiów kolega z Twojego Radomia (syn jakiegoś wielkiego bonzy partyjnego) zaprosił mnie do siebie na Sylwestra, ale dla żartów przedstawił mnie jako młodego księdza w cywilu. Spowodowało to wiele zabawnych sytuacji, bo ja oczywiście wszystkiemu zaprzeczałem, oczywiście nieco nieudolnie, a z tego powodu zainteresowanie płci przeciwnej moją osobą było ogromne. My dwaj bawiliśmy się świetnie! Drugi niezapomniany Sylwester spędziliśmy z przyjaciółmi w Cedzynie pod Kielcami. Przy wjeździe na teren hotelu witała nas ludowa orkiestra muzyką i podawanym przez okno samochodu znakomitym bimbrem. Zanim weszliśmy do hotelu, zaciągnęli nas na tańce na podeście w okalającym hotel lesie, przerywane tylko kolejnymi porcjami bimbru i wojskowymi potrawami z kuchni polowej. Ledwie zdążyliśmy się przebrać do kolacji sylwestrowej. Zabawa była znakomita do białego rana! Kilka lat temu spędziliśmy wspaniałego Sylwestra w Wiedniu. Po znakomitym koncercie w pałacu Schonbrunn mieliśmy kolację sylwestrową w jednej z najstarszych restauracji wiedeńskich, której właścicielką jest Polka. Kolacja była znakomita, a specjalnie przyrządzonych żeberek nie zapomnę do końca życia! Po kolacji prawdziwa zabawa sylwestrowa na 700 tysięcy osób odbywała się na ulicach Wiednia – tańce walca przeplatane były szampanem i brataniem się z przypadkowymi ludźmi. Coś wspaniałego! Na zakończenie wysłuchaliśmy wspaniałego, tradycyjnego koncertu noworocznego w wykonaniu słynnych wiedeńskich filharmoników. Sylwester 2018/2019 spędziliśmy w Macedonii, w jednym z hoteli w znanym kurorcie Ochrid nad pięknym górskim jeziorem. Cechą charakterystyczną tego sylwestra, oprócz znakomitej zabawy, było to, że skończył się on 2 stycznia nad ranem, bo tam do tradycji należy powtórkowa zabawa w Nowy Rok. Tak więc mogę powiedzieć, że patrzę na zimę w zróżnicowany sposób.
Janek
Janku, nie bądź taki skromny, o ile pamiętam płeć przeciwna, czytaj piękna, interesowała się tobą zawsze, niezależnie od okoliczności. Zazdroszczę ci pięknych Sylwestrów, najbardziej tego w Wiedniu. Pozdrawiam,
Izabella
A logo zimowe: rysuneczek z piękną główką jest bardzo delikatny i wymowny!
Izabello, jakim cudem pamiętasz rok takiej zimy!! Ja zpamietuję je bez czasu – po prostu: „drzewiej bywało”. Taki talent kronikarski w połączeniu z rejestracją wrażeń(„zapach mroźnego powietrza,szczypanie w policzki, smak płatka śniegu, biel,wyciszenie” ) to już zarzewie książki.
Pewnie, że lubię zimę, zwalnia, zmniejsza tempo (chyba – bo prowokuje redukcję wyzwań a tu na przekór jest ich więcej).
Myślę, że nie tylko zima (patrz podróż do Irkucka) ale każde ekstremalnie dramatyczne sytuacje wyzwalają solidarność człowieczą (dzięki Bogu!). Tylko jak tę solidarność wyzwolić w siermiężnej codzienności ?!
Zimowym, wieczornym szeptem
Małgosiu, to jest to, co próbowałam przekazać – pamiętam wydarzenia zimowe, z detalami, te, o których wspominam były dla mnie z różnych powodów ważne, natomiast nie mam wspomnień letnich. Okoliczności zimowe uruchamiają w naszej szerokości geograficznej inny tryb życia – bardzo lubię ten tryb, wyciszenie, zbliżenie. Choć drzewiej był to pracowity okres rautów, bali i teatrów, „łapania dobrych partii”, kuligów… Gdzie te czasy?
Dziękuję ci za oba wpisy,
Izabella