Mieć adres cz. 2

Na zdjęciu drugie i piąte pokolenie spod adresu

Starsza Pani, bez bagażu, bez torebki i w bamboszach rozglądała się z zaciekawieniem po budynku dworca radomskiego. Policjanci patrolujący dworzec porozumieli się bez słowa, podeszli, zasalutowali i grzecznie spytali, czy może mogą być pomocni? Zachwycona honorami, jakie jej oddali, z natury towarzyska Ciotka chętnie wszczęła rozmowę. Jedzie do Radomia, odwiedzić mamę. Policjanci po raz drugi porozumieli się bez słowa. Zadziałali po dobroci. A gdzie mama mieszka, bo oni też jadą w tamtą stronę, więc chętnie ją podwiozą. – Cudownie – odpowiedziała Ciotka z pokolenia uważającego, że jazda samochodem jest największym luksusem – Zielona 29. I tak, nim moja kuzynka zorientowała się, że jej podopieczna zbiegła, pod bramę zajechał wóz policyjny z którego wysiadła Ciotka wylewnie dziękująca panom policjantom.

Rezydowały tu we trzy siostry, wszystkie leciwe, najstarsza, ta która wybierała się odwiedzić mamę miała wtedy 101 lat, średnia 96 a najmłodsza z rodzeństwa 91. Po przejściu na emeryturę zadecydowały, że razem będzie im raźniej i lżej, najstarsza i średnia wróciły więc do domu rodzinnego, najmłodsza nigdy z niego nie wyszła.

Zielona 29 – co to za adres? Mały domek, z małym ogródkiem, gdzieś w peryferyjnej dzielnicy Radomia. Dziadek, który pochodził z Nowej Wsi pod Szydłowcem w spadku po rodzicach odziedziczył modrzewiową stodołę – rozebrał, sprzedał, a za otrzymane pieniądze zrealizował marzenie żony, kupił dom(ek) z adresem. Było to mniej więcej w1909 roku.

To tu urodziła się najmłodsza z sióstr mojego ojca w 1910 roku. To tu najstarsza Ciotka dorastała, uczęszczając do seminarium nauczycielskiego. Stąd wyruszyły w Polskę ona i dwie średnie siostry oraz mój ojciec, pod adresem pozostali drugi brat i najmłodsza z sióstr. To tu rodzina znalazła ostoję podczas wojny. To tu, już po wojnie, zjeżdżali się co roku z różnych stron Polski na Wszystkich Świętych, Boże Narodzenie i Wielkanoc. To tu zmarli ich rodzice – dziadek w 1939 roku, babcia w 1964. To pod tym adresem najmłodsza z sióstr spędziła całe życie, doczekawszy się pra-pra-wnuka. I wreszcie to tu wszystkie trzy dokonały swojego żywota, najstarsza w wieku 103 lat, średnia 98 i najmłodsza 106 lat.

Pod tym adresem sześć pokoleń, na przestrzeni 110 lat, doświadczało smutków i radości, podejmowało dobre i złe decyzje, dochowywało tajemnic i dopuszczało się zdrad. Jedni zaznali tu szczęśliwego dzieciństwa, inni zadbali o szczęśliwe dzieciństwo swoich dzieci, przeżyli różne etapy życia. Adres, który pozwalał trafić do kogoś, kto już od dawna tu nie mieszkał; który dawał i odbierał. Azyl i cisza. Ileż rodzinnych wspomnień i anegdot wiąże się z tym miejscem. Zielona 29 – adres do dziś w rękach rodziny.

Izabella

6 thoughts on “ Mieć adres cz. 2

  1. Hej Izo,
    Ja nie znałam swoich dziadków – wojna dokonała rodzinnych spustoszeń i zmiany granic.
    Moja mama pochodziła z Widybora (miasto woj. Pińsk – obecnie Białoruś). Ojciec Mamy został zamordowany przez NKWD, ale nie wiadomo jak i gdzie. Ostatni ślad jego życia pochodzi z więzienia w Mińsku, Ciekawe, że jak prowadziliśmy w Warszawie proces o odszkodowanie za utracony majątek, trzeba podczas jednej z pierwszych rozpraw podać dokładną datę (dzień, miesiąc, rok) śmierci dziadka. Adwokat uniemożliwił nam wystąpienie słowne z wykazaniem absurdu tego żądania i natychmiast podał fikcyjną datę śmierci w prawdopodobnym roku 1941 mordu. A w dokumentach sądowych ze sprawy, ze zdziwieniem znaleźliśmy datę śmierci – 9 maja 1945. Okazało się, że innym zaginionym Polakom na wschodzie też przypisywano taką datę zgonu. Chyba dlatego, żeby ustrzec stronę rosyjską od ewentualnych roszczeń???. A było to niedawno, a więc nie za czasów PRLu. Natomiast mój dziadek ze strony ojca żył jeszcze parę lat po wojnie w okolicach Dębicy, ale nie miałam okazji go poznać. A duża część rodziny ojca przeniosła się po wojnie do Szczecina i założyła tam nowe gniazda rodzinne. Czyli, jak widzisz ja nie miałam nigdy takiego adresu, jak Ty….
    Pozdrawiam
    Iwona

    • Masz rację, wojna zniweczyła wiele adresów. Ale czyż nie masz poczucia, że wyrastasz właśnie z tamtych stron, z tamtych adresów? Refleksyjny komentarz, dziękuję.
      Izabella

      • Opowieści poleskie towarzyszyły całemu mojemu dzieciństwu i dorastaniu, a historia mojej kresowej rodziny zdominowała inne historie rodzinne. Po wojnie, po 5 letnim epizodzie budowania nowego gniazda w Jeleniej Górze, rodzice wrócili ze mną i siostrą do Warszawy i zamieszkaliśmy razem z jedną z sióstr Mamy i jej rodziną na Mokotowie, przy ul. Odyńca. To kameralne, pełne uroku miejsce, stało się na wiele lat moim ukochanym adresem.
        Ale to wszystko jest już odległą przeszłością, a ja tak naprawdę jestem zwolenniczką budowania siebie nie w oparciu o dokonania lub mity rodzinne, ale o własne indywidualne doświadczenia. Do tego uważam i zawsze uważałam, że to, co dzieje się TU I TERAZ jest dużo ważniejsze od tego, co było lub będzie. Oczywiście nie znaczy to, że należy zapomnieć o swoich korzeniach….
        Pozdrawiam
        Iwona

        • Korzenie są ważne, czasami pomagają nam zrozumieć siebie, ale odpowiedzialność za TERAZ jest naszą własną odpowiedzialnością.
          Pozdrawiam,
          Izabella

  2. Izabello!
    Ach, co za ADRES! Gdybyż wszyscy taki adres mieli! Taki adres to poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i POWROTÓW! Ale takie adresy tworzy nie tyle miejsce co LUDZIE z nim związani!!
    Zielona 29 to też tęsknota!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *