
W do mnie:
Wczoraj Maria zasłabła, zabrało ją pogotowie. Diagnoza – bez szansy.
Ja do W:
Kilka tygodni temu Maria wstawiła filmik na facebooku, opowiadała o swoich najnowszych pracach, czułam jednak, że duchem była nieobecna. Ona jest poważnie chora – przyszło mi na myśl. W pierwszym impulsie chciałam się z nią skontaktować, dlaczego nie zrobiłam tego?
Ja w myślach:
Bez szansy – w dzisiejszym świecie nie potrafimy odnaleźć się w takiej sytuacji. My – dukamy jakieś slogany bardziej czy mniej mądre, bardziej czy mniej serdeczne i marzymy o ucieczce. Daleko, gdzieś, gdzie świadomość o twoim odchodzeniu zostanie zagłuszona szumami świata. Ty – zostajesz sama.
Ja do Marii:
Mario, wiem od W …
Maria:
Czas, który mi został jest bezcenny. Szczere rozmowy z synami i W, na szczęście nierzadko humorystyczne. Słowa pocieszenia od i do przyjaciół. W ból pożegnania wplata się spokój odchodzenia. Przecież śmierć, to nie koniec.
Ja:
Od pierwszej wizyty u ciebie kojarzysz mi się z pnącą hortensją, która jest ozdobą frontu twojego domu. Zainspirowana posadziłam taki krzew przy tarasie. Za każdym spojrzeniem przywodzi mi na myśl ciebie.
Maria:
Czasami mam wrażenie, że, tak jak ta hortensja, zniewalam moją rodzinę,przyjaciół, wkraczam w ich życie. Hortensja jest delikatna, a jednocześnie silna, i potrafi wszystko zagłuszyć w poszukiwaniu wsparcia. Ale też ofiarowuje siebie: gnieżdżą się w niej ptaki, które pięknie śpiewają, nektar kwiatów wabi motyle… Natura jest darem, mam nadzieję, że będzie mnie otaczać również tam, dokąd idę…
Ja:
Myślę, że wsparcie, które znajdujesz wokół siebie, jest źródłem twojego nieprzeciętnego spojrzenia na świat. Będzie mi brakowało twojej perspektywy.
Maria:
Wynika ona z więzi z rodziną, przyjaciółmi, ale też z naturą – to one budują naszą tożsamość.
Ja:
Bardzo cenię sobie twoją przyjaźń.
Maria:
Dbaj proszę o hortensję, to wspaniałe uczucie wiedzieć, że jest w twoim otoczeniu coś, co będzie ci mnie przypominało.
Izabella

Droga Pani Izabello,
Hortensja – jaki piękny symbol! Jeśli zaś chodzi o temat przewodni postu, to zawsze mi się wydawało, że możliwość pożegnania się z bliskimi jest bardzo ważna. Miałam okazję przekonać się o tym 2 dni temu, kiedy zawiozłam mojego męża (ma 35 lat i to przysłowiowy chłop jak dąb) do szpitala z ostrym bólem prawego barku i szyjnego odcinka kręgosłupa. RTG wyszło dziwnie i sugerowało albo złamanie kręgu albo guz. Mój mąż opowiadał mi potem, że kiedy wieźli go na tomografię cały czas myślał o tym, że czekam sama w dusznym, zatłoczonym korytarzu (jestem w 9. miesiącu ciąży), po to żeby dowiedzieć się, że nie będzie miał szansy wychowywać ze mną córki. Na szczęście (w nieszczęściu) okazało się, że to zmiany zwyrodnieniowe. Ale co się najadł strachu to jego.
Przesyłam Pani najserdeczniejsze pozdrowienia
Droga Pani Ado,
mąż najadł się strachu, ale w tym krytycznym momencie myślał o was – o Pani i córeczce, to piękne. Dziękuję Pani za podzielenie się wrażeniami, życzę całej rodzince zdrowia i szczęścia,
Izabella
Hej Izo,
Chociaż mamy piękne lato i staramy się przebywać jak najdłużej poza miastem, aby cieszyć się pełnią przyrody, to los nie oszczędza, nie odracza wyroków, które zresztą wcześniej, czy później dotkną nas też. I tak, jak życie jest sztuką, to również sztuką i to znacznie trudniejszą jest odchodzenie… Twoja przyjaciółka Maria pokazuje, że można odchodzić z godnością, spokojem, z pogłębioną relacją z bliskimi.
Pozdrawiam serdecznie
Iwona
„Nic dwa razy się nie zdarza…”, odchodzenia nie przećwiczymy, ale możemy się na nie przygotować, również mentalnie. Dziękuję Iwono za komentarz, pozdrawiam,
Izabella