
Kicz czy szmira? Zacznę od definicji. Kicz odnoszę do sztuk pięknych – to takie obiekty, którymi bym się wstydziła otaczać. Z powodu ich formy, kolorów czy przekazywanych treści. Ze szmirą, która odnosi się do słowa pisanego, jest inaczej. Naiwna, podszyta patosem, do bólu szczera, atoli można tu znaleźć wartościowe przekazy. Mając więc do wyboru wybieram szmirę. Sięgam po nią zwłaszcza, gdy rzeczywistość dnia codziennego rozwala mi głowę. I nie wstydzę się.
Miałam z dziesięć lat, lekturą obowiązkową był Olimpijczyk Marii Konopnickiej.Wypożyczyłam książkę z biblioteki szkolnej, była obłożona w szary papier pakowy. Nie lubiłam czytania, a ten tekst wydał mi się szczególnie trudny, treści nie rozumiałam, gubiłam się w greckich imionach bohaterów, wiało nudą. Po kilku stronach odłożyłam, kiedy następnym razem wzięłam do ręki książka przeżyła metamorfozę – zamiast Peryklesa był Antek, treść stała się zrozumiała, nawet interesująca. Miałaś czytać Olimpijczyka a nie Dzikuskę (Ireny Zarzyckiej) usłyszałam pełen wyrzutu głos ojca zza pleców. Byłam zdziwiona, nie zorientowałam się bowiem, że czytam inną powieść, była też obłożona w szary papier pakowy. Dziś Olimpijczyka nie pamiętam, ale Dzikuska pozostała mi w głowie. I pozostał bakcyl czytania.
Chętnie sięgam po to, co od 1951 roku zostało nazwane szmirą i wycofane na lata z obiegu. Jest w tych powieściach obowiązkowo piękny wątek miłosny. Ona urodziwa, szlachetna, mądra i niezamożna. On zamożny, w głębi serca też szlachetny, ale na złej drodze. Dużym wysiłkiem i samowyrzeczeniem udaje się dziewczynie rozkochać w sobie młodzieńca, sprowadziwszy na drogę cnoty. Wyrazem tej miłości jest pocałunek, najczęściej w rękę przy akompaniamencie spojrzeń powłóczystych. Czyż nie podniecające?
Rodzina jest ważnym elementem powieści– poważanie starszych, pobłażliwość dla młodszych, wzajemna pomoc: wsparcie moralne, psychicznego jeszcze wtedy nie znano, i materialne. Dowiadujemy się o instytucji „głowy rodu”, mającej decydujący głos w ważnych kwestiach rodzinnych, a także o „radzie rodzinnej” akceptującej narzeczoną lub zabraniającej popełnienia mezaliansu. O ile łatwiejszym byłoby życie, gdyby rodziny ciągle tak funkcjonowały, a młodość profitowała z doświadczenia starszyzny. Budujące.
Stąd jeden krok do religijności, bogobojność w wydaniu rodziców, ciotek i młodych, zwłaszcza osierocone dzieci biegają na grób matki po radę. Dowiadujemy się o uroczystościach zaślubin, pogrzebowych, o zwykłych mszach niedzielnych w wiejskich kościółkach, podczas których młode bohaterki śpiewają anielskim głosem. O tradycji, stojącej na straży wszelkich poczynań. Wątek religijny przepleciony jest patriotyzmem: postawy heroiczne i obywatelskie, tęsknota za krajem, do tych łąk i pól, ojczystych krajobrazów i przyrody.
I wyrozumiałość, wyrozumiałość, wyrozumiałość na każdej stronie. Daleko odeszło nasze życie od schematu szmirowatych powieści i piosenek. A mnie jest szkoda…, a mnie jest żal.
Izabella
Izabello dziękuje za Twoje przemyślenia, głęboko mnie poruszyły i wzruszyły. W pogoni za nie wiem czym, gubimy wartości jakie ma hierarchia rodzinna. Dla mnie wielkim autorytetem byli Rodzice, chociaż nie zawsze się z nimi zgadzałam, nigdy nawet w myślach ich nie krytykowałam. Czy czasy naszego dorastania, życia i zachowania hierarchii rodzinnej zrozumią nasze dzieci, wnuki to będzie dla nich trudne.
Do dyskusji jak wrócę do kraju,
Uściski i serdeczności 😘Krystyna
Dziękuję Krystyno, poruszyłaś temat, który mnie zajmuje od dłuższego czasu: W jaki sposób nasi rodzice potrafili zbudować swój autorytet?
Całuję, do zobaczenia,
Izabella