Counting memories

Instalacje – to nie obrazy, to nie rzeźby, to nie przedmioty użytkowe – rzadko piękne, zazwyczaj wymowne. Tak jest też z instalacją Japonki Chiharu Shiota „Counting memories” – nie chciałabym przekładać na polski tytułu pozostawiając to wyzwanie wytrawnemu tłumaczowi, a do tego czasu niech wybrzmiewa w oryginalnej formie, ostatecznie muzeum też nie pokusiło się o przetłumaczenie. Wystawiona w „Galerii jednego dzieła” Muzeum Śląskiego w Katowicach po pierwsze zadziwia przestrzenną precyzją, po drugie porusza, chociaż nie wiem, jak opisać to poruszenie, po trzecie powoli ale skutecznie prowadzi do refleksji. Autorka instalacji wyjaśnia, że jej pragnieniem jest zwizualizowanie przestrzeni wszechświata tego zewnętrznego, jak i wewnętrznego.

Świat zewnętrzny, to splecione ze sobą sznury, w rzeczywistości miękka włóczka koloru buro-brązowego, pewnie kilometry włóczki; ten wewnętrzny skojarzyła artystka z liczbami, zawieszonymi w przestrzeni splotów. Całości dopełnia dziewięć stołów z krzesłami, na stołach kartki z pytaniami.

Artystka proponuje widzowi zabawę, a może należałoby powiedzieć dialog. Stawia pytania do przemyślenia, odpowiedzenia, zapisania. Nie zamierzałam poddać się eksperymentowi, czyli jako pierwszy odezwał się opór. Bo czy liczby coś znaczą w sensie bytu? Nie wierzę w numerologię, przesądy – urodziłam się 13go. I czy liczby przynoszą nam ukojenie? Nie zaznałam. Czy pomagają nam zrozumieć samego siebie? Czyli wmawia mi, że jestem dla siebie niezrozumiała?! Dlaczego miałabym? – Jestem przecież świadoma siebie.

Po krytycznym oporze przyszła również krytyczna przekora. Czy liczby mówią prawdę? Liczby nie mówią. Czy jest liczba najważniejsza? Wszystkie są nieważne dla mojego samookreślenia. Liczby wyrażają jedynie wymiar w pasujących jednostkach.

Powoli zabawa wciągała mnie, zaczęłam komentować pytania, zarysował się konsensus. Na pierwszy plan wyłonił się filozoficzny aspekt pytań. Bo czy ma się nieskończoną ilość wspomnień, jak napisał ktoś, czy jedno ciągłe – to moje przemyślenie. Czy liczby nam mówią kim jesteśmy– w sensie biologicznym określają nas: waga 63 kg, 5 litrów krwi w żyłach, rozmiar buta 39; przecież jednak nic nie mówią w sensie egzystencjalnym, bo duchowości nie da się skrępować liczbami. Kiedy przestają mieć sens? NIGDY, jeśli zakładam, że są wykładnią wymiaru. A ważne daty – daty przypisują wydarzeniom jednostkę czasu.

Jeśli więc zaprzeczam artystce, to czy jej dzieło spełniło zadanie, jakie postawiła sobie? Żeby odbiorca poddał refleksji swoje wewnętrzne ja, spojrzał poza eksponowany przedmiot? Myślę, że tak, a swoją drogą przedmiot zafascynował mnie. Jak ona to zrobiła? Jak uzyskała spójną gęstość na tak dużej, trójwymiarowej przestrzeni? Jak udało się zachować kształty? Ukrywszy spoiny, bo przecież włóczka miała ograniczone długości. Wszystkich, którzy do 26.04.2020 znajdą się w pobliżu Katowic zachęcam do obejrzenia tej instalacji.

Czy liczby przyczyniają się do określenia siebie samego?

Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *