Światowy dzień opery

25 października 2019 roku obchodzono po raz pierwszy Światowy Dzień Opery. Inicjatorami były organizacje Opera America, Opera Latinoamérica i Opera Europa, poparte przez UNESCO i Międzynarodowy Instytut Teatralny. Ustanowienie Światowego Dnia Opery zostało uzasadnione potrzebą wprowadzenia tej elitarnej sztuki pod przysłowiową strzechę.

Elitarność – synonimami są ekskluzywność, odrębność, z nutą hermetyczności; jej odwrotnością jest powszechność. Fortuna elitarności kołem się toczy: sztuka, dziś pojmowana elitarystycznie, w starożytności była zwyczajną formą rzemiosła. Swoje dramaty Shakespeare pisał dla ludu, z czasem awansowały, podczas gdy arcydzieło Leonardo da Vinci „Mona Lisa” często wykorzystywane jest w (głupich) reklamach. W czasach mojego dzieciństwa słowo to nie miało zastosowania – władzę sprawowała klasa robotnicza, sztuka była dla mas, królowała wszechobecna pospolitość i egalitarność. Z tych powodów przymiotnik elitarny zakwalifikowałabym do grupy przymiotników labilnych.

A opera? To widowisko dramatyczne na które składa się słowo, muzyka, gra aktorska, plastyka, ruch, gest. Korzeniami sięga do włoskich renesansowych maskarad, te były dla pospólstwa. Jednakże ze względu na koszta związane z wystawieniem opera zagościła na dworach książęcych, stąd jej elitarność już od początku dziejów. Współcześnie koszt wystawienia jest nadal wysoki.

Czy zatem opera ma szansę migrowania do sztuk egalitarnych? Teoretycznie tak. Postęp cywilizacyjny dał jej platformę, wysoko rozwinięte techniki przekazu sprawiają, że widowisko operowe np. w Metropolitan Opera transmitowane jest „na żywo” do ponad 70 krajów. Zaczęło się przeszło 90 lat temu od transmisji radiowych. Dziś cyfrowy sygnał o wysokiej rozdzielczości dociera do adresata za pomocą satelity okołoziemskiego zaledwie z kilkusekundowym opóźnieniem. Kilkaset tysięcy melomanów ogląda spektakl jednocześnie w salach kinowych, operowych i teatralnych. No właśnie, melomanów, a nie widzów. Potencjalnie adresowana do wszystkich wymaga szerokich kompetencji kulturowych odbiorcy. Zaspokaja potrzeby wtórne, wyższego rzędu: wartości, estetyki, piękna. Czas pokaże, czy trafi pod strzechy.

Moje osobiste doświadczenia z operą nie są budujące, zachwyt muzyką ograniczam do muzyki instrumentalnej. Pierwszy raz byłam w operze w wieku lat 13, wycieczka ze szkoły. Podczas Aidy Giuseppe Verdiego dostałam pierwszego w życiu ataku migreny. Nie sądzę, żeby był on wywołany operą, ale nie nastawił mnie przychylnie. Moje kolejne spotkanie z tym gatunkiem było przez ścianę. W sąsiednim pokoju w akademiku zamieszkały dwie Bułgarki. Siedząc w mroźnej Polsce, bez znajomości języka, przez 24 godziny na dobę słuchały płyt z nagraniami operowymi; żeby nie zwariować. I wtedy po raz pierwszy przez ścianę usłyszałam przepiękną arię Canio, tenora z opery„Pajace” Ruggero Leoncavallo. Z upływem czasu dołączyło jeszcze kilka arii, którymi się zachwycam. Dystans do opery jako gatunku zachowałam do dziś, co nie przeszkadza mi bywać na operach.

Czy opera ma szanse stać się wszechobecną?

Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *