Drzewko bożonarodzeniowe

Kochana,

przesyłam ci zdjęcie mojej tegorocznej choinki. Od pewnego czasu co roku wyglądają podobnie – te same zabawki, te same świeczki, tylko drzewko się zmienia. Kiedy byłaś mała, choinki były duże, kiedy zaś dorosłaś – małe, czy ma to swoje uzasadnienie?

Bardzo jestem przywiązana do moich zabawek choinkowych, są wprawdzie twoimi rówieśnikami, kupiłam je, kiedy nie miałaś jeszcze roczku, ale historię mają starszą. Gdy byłam bardzo małą dziewczynką dwie takie drewniane zabaweczki: konik na biegunach i aniołek na sankach stroiły drzewko moich kuzynów. Przyglądałam im się z podziwem, były inne niż nasze. Kiedy więc dwadzieścia lat później wybrałam się z tobą, byłaś malutka, do sklepu z zabawkami w Hamburgu zaskoczył mnie duży wybór tych wymarzonych ozdób choinkowych, zakupiłam cały arsenał, niektórych po dwie, trzy. Dziś nie wiedziałabym, gdzie ich szukać, gdzie dokupić. Sklepu z zabawkami w Hamburgu już nie ma, nie obronił się przed plastikową konkurencją.

Jak ubieraliśmy choinkę w moim domu rodzinnym? Tradycyjnie, zabawkami z kolorowego papieru i bibuły, z wydmuszek łabędzie i pajace, z orzechów sowy i biedronki, ze słomy lalki. Łańcuchy z gilz papierosowych okręcanych zbieranym przez cały rok sreberkiem lub złotkiem po czekoladkach. Robiłyśmy je same z mamą, w adwencie, często rano, siedząc w łóżku. Mama miała cały zbiór wzorów z przedwojennych gazet. Drzewko przystrajały także jabłka, takie małe, „choinkowe”, z czerwonym rumieńcem, pierniki i cukierki, wolno nam było zjadać po jednym dziennie, świeczki i zimne ognie, i koniecznie anielskie włosy. Zestawienie płomieni świeczek z łatwopalnymi anielskimi włosami nie było bezpieczne. Pamiętam rokroczne komunikaty radiowe, ileż to razy straż pożarna wyjeżdżała w wigilię do pożarów choinek. Nasza złapała ogień tylko raz, ale udało się zdławić w zarzewiu. Z czasem lampki elektryczne wyrugowały świeczki, z czym nie pogodziłam się do dziś.

Czy pamiętasz nasze hamburskie choinki? Były inne niż te w moim domu rodzinnym. Przystrajane bombkami oraz przywożonymi z Polski cepeliowskimi zabawkami ze słomy, nieodzownymi drewnianymi zabaweczkami i świeczkami. Jako pracująca matka nie miałam sposobności powtórzenia zwyczaju robienia zabawek z tobą – rano spieszyłam do pracy. Ale żłobek, przedszkole i później szkoła urządzały w adwencie wieczory majsterkowania, albo raczej klecenia zabawek choinkowych dla rodziców. Dawały nam szansę bliższego poznania się.

Utrwaliła mi się późniejsza scena z choinką i moją bardzo łakomą sunią Doris. Przyjaciółka przywiozła kilka pierników, które zawiesiłyśmy w dolnych partiach choinki. Zanim zorientowałyśmy się na drzewku zostały same zawieszki. Doris po cichu zjadła wszystkie pierniki, w mig. Potem już zawsze obwąchiwała zabawki na choince w zasięgu jej psiego nosa w nadziei, że któraś przemieniła się w smakołyk, daremnie.

Upływający czas często odwraca sytuacje. Był rok 1993, mieszkałaś w Warszawie. Kiedy przyjechałam do ciebie na Boże Narodzenie przywitała mnie choineczka, którą ty przygotowałaś dla mnie. Wzruszyłaś mnie. Bombki z tej choinki zachowałam do dziś.

Drzewko bożonarodzeniowe – ileż wspomnień, emocji, sentymentów i wzruszeń, radości i tęsknot…

Izabella

2 thoughts on “ Drzewko bożonarodzeniowe

  1. Witaj Izabello,
    Ja mam podobne wspomnienia, jak Ty, z tym, że łańcuchy w naszym domu były wykonywane z kolorowego papieru glansowanego – może dlatego, że nie było w domu gilz. Też tęsknię za świeczkami umieszczonymi na choince na maleńkich metalowych lichtarzykach. I też mieliśmy w domu pożar (ugaszony), gdy choinka z zapalonymi świeczkami przewróciła się. Przy okazji potłukły się śliczne przedwojenne srebrne bombki i inne srebrne szklane ozdoby, już wtedy nie do odkupienia…
    A od kilku lat robimy co roku na Święta B.N. „instalacje” do wazonów, z pozyskanych z działki gałęzi srebrnego świerku, jałowca i sosny oraz kupujemy małą choinkę w doniczce, tzw. „kopaną”, czyli z korzeniami. Pod koniec stycznia choinka ląduje na balkonie, a po zimowej kwarantannie trafia wczesną wiosną na działkę. Przyjęło się już tam kilka choinek i mam nadzieję, że tegoroczna też polubi naszą nadbużańską posiadłość. No i na koniec parę słów o Twojej ilustracji do choinkowego tekstu. Jest świetna. Można ją postrzegać realnie, jako zmianę postrzegania wysokości obiektu wraz ze zmianą wysokości obserwatora, albo symbolicznie – sprawy wielkie, ważne na początku, wraz z naszym dorastaniem maleją, a jak już jesteśmy bardzo dojrzali, to nawet nikną, stając się tylko wspomnieniami z przeszłości.
    Pozdrawiam serdecznie
    Iwona

    • Witaj Iwono, dziękuję ci za wpis, a w szczególności za to, że dostrzegłaś moją ilustrację. Dokładnie taka była moja intencja. Pozdrawiam,
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *