Gadam z maszynami

Coraz częściej gadam z maszynami. Nie żeby był to mój wybór, takie czasy. Nasz dialog odbywa się według tej pieśni dziadowskiej, co to „…dziad przemówił do obrazu, obraz do niego ni słowa…”. W zależności od pomysłu konstruktora i oprogramowania. Możemy komunikować się przy użyciu słów: ja gadam do maszyny a maszyna do mnie. Jednak konwersacją bym tego nie nazwała. Można porozumieć się pisemnie, albo za pomocą obrazków zwanych ikonkami, według z góry ustalonego schematu.

Maszyny zastępują człowieka. Nazwałabym to procesem humanitarnym, bo jeśli się przyjrzymy poszczególnym przypadkom to maszyny wchodzą tam, gdzie czynności są rutynowe, procesy podejmowania decyzji zdefiniowane, możliwości popełnienia błędu przy obsłudze maszyny ograniczone bądź wręcz wykluczone. Obsługują beznamiętnie, nie można się z nimi pokłócić, nie można oszukać, nie można im ubliżyć. Automaty wyeliminowały człowieka z nudnych stanowisk pracy, z dziewięciu na dziesięć.  Ale, gdyby ktoś bardzo chciał, to na jednym z dziesięciu ciągle jeszcze urzęduje człowiek zwany „nasz konsultant”.

W dobie komputerów każdy komputer może stać się na chwilę terminalem bankowym po to, żeby za kolejną chwilę funkcjonować np. jako okienko biletowe PKP. Za pośrednictwem tego samego komputera buszujemy po sklepie internetowym. Tu maszyny umożliwiły reżim logistyczny i wyeliminowały kolejki. O ile uboższe stało się nasze życie, bo już nigdzie nie usłyszymy historyjek, którymi karmiły nas „ogonki”. Nie ma tych lekcji praktycznej kombinatoryki: gdzie, co, ile, za ile. Już nie „rzucają towaru” to tu, to tam, już nie musimy kupować w czerwcu ciepłych rękawiczek.

A parkingi? Trzech podejrzanych typków siedziało na lichej ławeczce, a czwarty wskazywał miejsce do parkowania i pobierał słuszne opłaty. Nie było wiadomo, czy oficjalnie, czy do własnej kieszeni. Można było negocjować, że ja tylko na 15 minut, wtedy płaciło się złotówkę. Ten specyficzny urok przeminął w erze parkomatów. Niezastąpiony jest jeszcze lekarz, choć wydaje się to kwestią czasu. Najpewniej trzyma się listonosz, aczkolwiek w uproszczonym wydaniu, nie biega już po wszystkich piętrach z byle liścikiem. Ale, ale, z automatów w największe zdziwienie wprowadza mnie „jajomat”, który stoi przy ulicy w sąsiedniej miejscowości. Już nie muszę pożyczać jaj od sąsiadki, obgadując przy okazji najważniejsze wydarzenia z sąsiedzkiego życia, wystarczy wsiąść w samochód i podskoczyć te 15 km do jajomatu, też maszyna. Ale skąd ona bierze te jaja?

Jaki jest wasz osąd automatyzacji życia codziennego?

Izabella

2 thoughts on “ Gadam z maszynami

  1. Dzisiaj mialam spotkanie z agentka ubezpieczalni i oczywiscie bylam spozniona. Chwycilam za telefon, zeby ja uprzedzic i co???? Stracilam 15 min na wystukiwanie na klawiaturze mobila, odpowiadajac na pytania maszyny, zanim dotarlam do ludzkiego glosu z centrali, ktory mnie zapewnil, ze przekaze wiadomosc do mojej agentki!! te aplikacje „call center” doprowadzaja mnie do szalu! Ja z maszyna nie chce rozmawiac! „Nie chcem, ale muszem”….

    • Często konsultanci z „call center” zachowują się również jak automaty. Jeśli aplikacja jest dobrze zaprojektowana, to gadanie z automatem może być wygodne – np, mogę coś załatwić w środku nocy. Ale najczęściej, tak jak ty, złoszczę się.
      Dziękuję za komentarz, Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *