Romansidła

Co są warte romansidła? Zadzwonił telefon, mój kuzyn Przemek, grzecznościowo. Po wymianach zdań na temat „jak leci” nawiązała się wartka rozmowa przeskakująca z tematu na temat. Jak to się stało, że na wokandzie znalazła się Trędowata? Nie pamiętam, ale Przemek, szkatuła anegdot rodzinnych, spytał: a znasz tę historię o naszej prababce i Trędowatej? Nie znałam.

Rzecz działa się gdzieś w latach dwudziestych dwudziestego wieku. Prababcia, już leciwa ale ciągle w dobrej kondycji, choć ze wzrokiem nie było najlepiej, pomieszkiwała u swojej córki i zięcia. W rodzinie była czwórka dzieci, najmłodsza wnuczka prababci, już w wieku szkolnym, miała na imię Irenka. Otóż miały one zmowę, kiedy tylko się dało pra prosiła swoją wnuczkę poczytaj mi Trędowatą. Nie o całą książkę chodziło, ale o scenę śmierci Stefci, i wtedy obie czytająca i słuchaczka szlochały i zalewały się łzami. Procedura powtarzała się każdego dnia, co wnerwiało zięcia, który wreszcie pewnego razu zarekwirował książkę i zamknął na klucz w szufladzie. Dla sprytnej Irenki nie było to przeszkodą, dobrała klucz, podkradała książkę, po staremu czytała babci ulubiony fragment i tylko łkały po cichu. Pamiętam ciotkę Ireną, wyrosła na czytelniczkę pochłaniającą książki. Czy to dzięki Trędowatej?

Przypomniała mi się moja własna historia. Jako dziecko nie lubiłam czytać. Nie wyrosłam na książkach, wtedy jeszcze nie było popularnych serii dla dzieci, jak Poczytaj mi mamo, na której wychowywał się mój młodszy brat. A lektury były nudne, często o państwowo-twórczym kontekście. Chyba już w czwartej klasie lekturą obowiązkową był „Olimpijczyk” Marii Konopnickiej. Wypożyczyłam z biblioteki książkę owiniętą w szary papier pakowy, wtedy był tylko szary papier pakowy, owijano weń wszystko, zarówno kiełbasę, jak i książki. Czytanie nie szło mi, nie rozumiałam o co chodzi, nie zapamiętywałam obco brzmiących imion bohaterów, katastrofa wisiała nad głową. Któregoś dnia wróciłam ze szkoły z mocnym postanowieniem czytania całe popołudnie. Sięgnęłam po oprawioną w papier pakowy książkę. Na początku lekkie moje zdziwienie wywołał fakt, że teraz Perykles nazywał się Antek, ale nie zastanawiałam się nad tym długo, bo lektura wciągnęła mnie. Do momentu, kiedy mój ojciec wrócił z pracy, zajrzał mi przez ramię i zrugał: miałaś czytać Olimpijczyka, a nie Dzikuskę! Dzikuska była ulubioną książką mojej mamy, którą trzymała nie w bibliotece, ale na półce w szafie. Jak to się stało, że je podmieniłam? Nie wiem. Ale dzięki tej pomyłce przekonałam się, że są na świecie ciekawe książki.

Lubisz romansidła?

Izabella

6 thoughts on “ Romansidła

  1. Ho,ho Izabello, znowu Twój zrownoważony i logiczny umysł mnie złapał na niekonsekwencji! Ten postmłodzieńczy idealizm przecież mi spać nie daje!

  2. Romansidła muszą istnieć -w pewnej fazie życia (młodej) istnieje na nie zapotrzebowanie. Wobec naturalnej skłonności człowieka (raczej Kobiet) do idealizmu i uniesień tworzą się romanse. W miarę upływu lat i wzrostu doświadczenia (to co czas nam daje w doświadczeniu zabiera przez rozczarowania) romanse są raczej denerwujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *