KULTURA online

Pewnego szarego listopadowego dnia dostałam maila od Janusza:

Drodzy Przyjaciele, Przyjaciele Dawno Nie Widziani, Szanowni Państwo,

Serdecznie zapraszam na wirtualną wizytę w nowej, warszawskiej siedzibie naszej galerii. Pokazuję kilka moich obrazów starych i nowych… szczegóły znajdują się pod adresem:

http://galeriaspaspot.pl/malarstwo/janusz-michalik-rocznicowo/

A więc online. Do tej pory nie zaprzyjaźniłam się jeszcze z tą formą korzystania z dóbr kultury. Koncerty, a na tych mi najbardziej zależało, nie brzmią na małych głośniczkach komputerowych. Chyba, że są równolegle transmitowane w dwójce radiowej, tu mam głośniki lepszej jakości. Półgodzinne domówki nie należą do moich faworytów – za krótkie, repertuar „dla wszystkich” czyli mało ciekawy. Filmy –zazwyczaj nie ma w sieci tych, które ja miałabym ochotę oglądać. Wystawy – pokazują albo zbyt dużo, albo zbyt mało szczegółów; wykłady zazwyczaj są o nie pasującej mi porze… już widać, szukam dziury w całym. O co chodzi ? Wydarzenia online nie budują atmosfery przeżycia kulturalnego, które składa się z kilku elementów: odbywa się poza domem, w mniej lub bardziej odpowiednich salach, jest kontaktem z żywą materią czyli drugim człowiekiem zarówno na scenie, jak i na widowni czy w salach muzealnych, trzeba się samemu do tego wydarzenia przygotować: ubranie, perfumy (ciągle jeszcze używane), towarzystwo. I jeszcze jedno, zazwyczaj takie wydarzenie ma swoją wartość wyrażoną w złotówkach, co nie jest bez znaczenia.

Nie mogłam jednak zignorować zaproszenia Janusza, nie dlatego, że nie wypada. Jestem, i zawsze byłam, żywo zainteresowana działalnością Janusza, zarówno malarską, jak i prowadzoną przez niego galerią. I tym razem zadbał on o wszystkie elementy wernisażu na żywo należące do zadań zarówno organizatora, jak i artysty: słowo wstępne – pisane. I nad tym się zatrzymam, bo to, że są zdjęcia z obrazami Janusza jest rzeczą oczywistą. W odróżnieniu od wernisażu „na żywo”, gdzie każde powiedziane słowo jest ulotne, a poza tym w zgiełku wydarzenia można było go nie zrozumieć, stracić wątek, pominąć kontekst, tu mamy słowo „czarno na białym”. Można się zaznajomić z tekstem, więcej, można się zaprzyjaźnić z tekstem, można bezpośrednio skonfrontować tekst z dziełem sztuki na fotografii, można zatrzymać się przy słowie i dać porwać fantazji, zatopić w refleksji…

Dla mnie była to prawie rozmowa z artystą, w zasadzie wymiana myśli, bo ujęłam je ze swojej strony też w słowo pisane. Nie ominęłam żadnego aspektu: Po pierwsze, co za tytuł, po prostu piękny: „Sobie, nam”. Krócej i wymowniej nie można… Huśtawka – egzaltowany zachwyt i rozczarowania – to chyba los każdego twórcy. Chociaż, zastanawiam się, czy np. Chopin miał też takie wątpliwości; albo Modigliani? Bo trwali przy swoim, nie schodzili z raz obranej drogi w celu poszukiwań „lepszego”… Twórcze zajęcie, tak to bardzo szlachetny sposób na pozbycie się natręctwa w głowie, na ukojenie. Mój sposób na zdobycie dystansu do rzeczywistości i ludzi jest mniej śmiały – to wyjście w plener, otoczenie się przyrodą, jej pięknem, harmonią, z tego źródła czerpię pozytywną energię. Stąd spacery z psem. I chociaż w głowie mi się wtedy dużo porządkuje, jakoby samo, to jednak przyznaję, że mój rezultat jest ulotny, ty zrobiłeś lepszy wybór. I tak dalej, i tak dalej.

Przekonałam się. A jaki jest wasz stosunek do KULTURY online?

Izabella

4 thoughts on “ KULTURA online

  1. obcowanie „on line ” nawet z kulturą to „erzatz , cholera nie życie” (Osiecka). Obcować trzeba „wespół w zespół” (J.Przybora) – jak się można podzieliś wrażeniem to sięt wrażenia wzmacnia, nieprawdaż?

    • Myślę, że odpowiedzią mogłyby być kategorie prawdy według księdza J.Tischnera: Świen­ta prow­da, Tyż prow­da…
      Dziękuję ci Małgosiu za przywołanie wielkich słowa.
      Izabella

  2. Witaj Izabello,
    Obcowanie z kulturą on-line ma duże znaczenie w czasie szeroko rozumianego „dorastania”, kiedy cel edukacyjny przeważa na innymi celami, a następnie w czasie, kiedy już nie możemy lub nie chcemy biegać po galeriach, teatrach… Nie można jednak zapominać, że kultura ma jeszcze inny głęboki sens, którym jest poszukiwanie, wynoszących nas poza codzienność, doznań… I tu obcowanie w realu z twórczością innych, jest nie do przecenienia… Ale na pocieszenie dla nas, późno urodzonych, do tego obcowania z kulturą w realu zaliczyłabym również: słuchanie w skupieniu i na dobrym sprzęcie muzyki w domu, czytanie papierowych książek, przeglądanie albumów itp.,
    zwłaszcza (to też na pocieszenie), że w filharmonii słuchacze kaszlą, w teatrach rechoczą dzieci szkolne, a w galeriach może być tłum. Oczywiście te niedogodności dotyczą czasów przed „zarazą”…
    Pozdrawiam
    Iwona

    • Obcowanie z kulturą online w celach edukacyjnych tak – tu przekonuje mnie mnogość dostępnych na „skinienie palcem” interpretacji. Przeżyć wynoszących nas poza codzienność trudno będzie wyłuskać z tego nieuduchowionego urządzenia, jakim jest komputer bądź komórka. Koncerty, sztuki teatralne czy galerie, w ich naturalnym otoczeniu, w ciekawej aranżacji, „na żywo”, są moim zdaniem nie do zastąpienia. Wniosłaś ciekawy element kultury, już chyba w zaniku, przeglądanie albumów, tych fizycznych, rodzinnych, czy też wydawnictw.
      Dziękuję za wzbogacenie wpisu.
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *