Lockdown

Nuda: pragnienie pragnienia
Lew Tołstoj

Kolejny lockdown – nuda, izolacja, ‚onlinowe eventy’ czyli lizanie ciastka przez szybę. I nie są to najtragiczniejsze skutki lockdownu. Zaryzykowałabym twierdzenie, to te lżejsze. Nuda – definicje, analizy, teksty na temat klonują się. Te same pytania, te same odpowiedzi, te same argumenty, wiadomo – taka jest natura nudy. Dwa cytowane jej przymioty zastanowiły mnie.

Definiowana jako negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki, czy tylko wewnętrznej? A co z nudą – pustką spowodowaną stanami zewnętrznymi, chociażby lockdownem. Kiedy nuda jest głodem działania – celowego i sensownego, dającego poczucie przydatności i godności, fascynacji i pasji. Do tej nudy powiedzenie Tołstoja nie przystaje.

Gloryfikowana jako wyciszenie, że twórcze, oczyszczające, czyżby?… Prof. Philip Zimbardo, jeden z najbardziej uznanych amerykańskich psychologów prostuje: Kiedy ktoś mówi, że nuda jest potrzebna i pożyteczna, nie mówi o nudzie. To, czego potrzebujemy, a co niesłusznie nazywane jest nudą, to czas dla siebie, spokojna chwila na refleksję, zwolnienie tempa. Taki czas, w którym nie musimy pędzić, lecz możemy pomyśleć, bez pośpiechu poddać refleksji siebie i świat, to nie jest nuda. Nie mylmy pojęć! Lubię stawianie sprawy w należnym szeregu. Czy narzucony bez naszego przyzwolenia czas zwolnienia tempa może być źródłem refleksji, spokoju, skutecznym, twórczym?

Kolejny lockdown, kolejna nuda, nie ta Tołstojowska, od pragnień aż kipi głowa. Żeby chociaż zaczerpnąć świeżego powietrza, wyjść na spacer, obejrzeć wystawę, pójść na koncert, żeby chociaż tylko wypić kawę w kafejce… Wielki brat czuwa.

Janusz Michalik, który oprócz malarstwa czasem uprawia też słowo, podjął ten temat w „Liście do przyjaciela w czasie pandemii”:

...Wyraźnie brak Ci aktywności towarzyskiej. W tym widzę największą między nami różnicę. Bo mnie brak kontaktów towarzyskich nie dolega… Moja codzienność jest mało urozmaicona. Dookoła cicho i spokojnie. Śnieg topnieje. Kapie woda z dachu. Przestaje. Potem znowu kapie. Wiewióra przebiega po płocie po szczytach sztachet. Przystaje. Rozgląda się. I biegnie dalej. Sikorki z furkotem wzbijają się w niebo. Gonią się wariackimi zygzakami. Spadają na bezlistne gałązki bzu. I znowu cisza.
Siedzę w oknie, dumam. A może wyjść na spacer w błotnistą maź?
No
Nie wiem
A może wiem
A co
Nie wiem.
Jak widzisz, moja nuda jest chyba nawet większa niż Twoja. Ani smutna, ani wesoła, czasem twórcza, jak ten wierszyk powyżej, oswojona. Lubię moją nudę.
Natomiast dzielenie się nią z innymi uważam za niestosowne.
Nie mam też ciekawości do obcych nud. Moja nuda wraz z inną nudą staje się NUDĄ nie do zniesienia. Nudą ponad moje siły.
Niech więc dalej będzie cicho i spokojnie…

Lockdown – czy jesteśmy skazani na oswojenie się z nim? Pogodzenie z jego materialnymi, fizycznymi i duchowymi kosztami?

Izabella

2 thoughts on “ Lockdown

  1. Izabello,
    tak sie przestraszyłam tej”nudy” , ze wyzwania mnie przywaliły!
    Lockdown byłby nudny, gdyby grozą nie wiało. Refleksje wymuszone przez lockdown są niesety głównie smutne – jakoś trzeba z tym walczyć, prawda?
    Rozgrzewajmy sie do walki, żęby koszty duchowe nie były zbyt duże – Oby nas wiosna wsparła!

    • Dziękuję Małgosiu. A propos – bardzo liczę na wsparcie wiosny, bo jak nie wiosna, to KTO?
      Izabella

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *