Droga do surrealizmu

Czasem wystarczy tylko słowo-klucz do wywołania burzy myśli, J przesłał mi pięć rozwiniętych zdań wraz z linkiem do filmu, który choć nazywał się „Lisztomania” tylko pozornie był filmem o muzyce.

Izabello,

Trzeba mieć motywację i cierpliwość, ja nie żałowałem…Uważam ten film za specyficzny, surrealistyczny i twórczy. Ostry, erotyczny, satyryczny, pełen skojarzeń niespodziewanych i komicznych. Jednym słowem dobry. Atoli myślę, że nie dla wszystkich…

Spiętrzyło się przede mną kilka stopni trudności. Otóż było w zachęcie J słowo potrzask – surrealizm którego nie lubię. Jednakże nie zwykłam poddawać się walkowerem, zawsze trwam do końca w nadziei… I jeszcze J jest artystą malarzem, nie mogłam przyznać się do ignorancji, na to nie pozwalała moja duma. Obejrzałam.

Drogi J,

zacznijmy od początku czyli od końca. Zgadzam się, film nie dla wszystkich. Nie do końca też moja bajka. Oglądałam w odcinkach przez dwa wieczory, akcje filmu wzrosły drugiego dnia. Ostry, erotyczny, satyryczny – tak, gorzej u mnie ze skojarzeniami. Specyficzny – na pewno, surrealistyczny – bez wątpienia.

TWÓRCZY. Tak, chyba mogę tak powiedzieć, skoro zachęcił mnie do zgłębienia surrealizmu. Kiedy byłam nastolatką ktoś przyniósł do klasy wiadomość o Salvadorze Dalim i kilka, niewiele, reprodukcji, w ówczesnej złej jakości. Eureka, fantastyczny, niech żyje surrealizm. Tak więc surrealizm to był dla mnie kierunek, który odnosiłam wyłącznie do malarstwa, a w szczególności do „lejących się” zegarów Salvadore Dali. Innych nazwisk surrealistów na razie nie znałam, nie byłam świadoma, że surrealizm dotyczy różnych dziedzin, i że zaczął od literatury. Usprawiedliwiam się znikomą informacją dostępną na polskiej prowincji lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Aczkolwiek używałam określenia „surrealistyczny” najczęściej jako eleganckiego zamiennika dla bzdurny, niedorzeczny. I na tym etapie żyłam.

Kilkanaście lat temu czekając na jakimś dworcu zakupiłam jedną z książeczek wspomnieniowych Salvadore Dali, niepotrzebnie. Ukazała mi bowiem zbyt realistyczne oblicze surrealisty, ba dosłownie obrzydziła mi nie tylko autora „lejących się zegarów”, jego dzieła, ale i surrealizm taki, jakim go widziałam. Wyjątkiem był i pozostał René Magritte z jego minimalistycznymi scenkami rodzajowymi w subtelnych kolorach. I to był drugi etap mojej przygody z surrealizmem.

Myślę, że ten film zapoczątkował trzeci – rozszerzenie moich horyzontów. Przede mną droga do surrealizmu. Dlatego nazywam go twórczym.

Motywacją do obejrzenia była twoja opinia, cierpliwością się wykazałam (40 min filmu oglądałam średnio 1 godz.). Też nie żałuję.

Izabella

P.S. Droga Izabello, dziękuję za znakomitą recenzję. Wiedziałem, że to nie będzie Twoja bajka, ale cieszę się, że wytrzymałaś i że nie żałujesz.

– Poddał mnie próbie, a to gałgan.

Dla ciekawych filmu link: https://zaq2.pl/video/dkqfp

2 thoughts on “ Droga do surrealizmu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *