

Sytuacja się powtarza. W chwilach chandry, bo nie depresji, tych nie znam, udaję się do miejsc, które mnie wskrzeszą, wyciągną, zbudują od nowa. Powinny być w zasięgu ręki, co najwyżej jednodniowej wycieczki samochodowej. Lubię miejsca zakorzenione historycznie, w których wybrzmiewa przeszłość nawet, jeśli to brzmienie jest jedynie czystą energią. Nastawiam się na odbiór, chłonę nastrój wszelkimi zmysłami, świadomie.
Często wystarczy jakiś obiekt. We Francji bywały to kościoły w stylu romańskim – jest ich tam więcej niż gdzie indziej – zakorzenione w średniowieczu. Prostota formy, potężne mury, jak przystało na budowlę obronną, oszczędność zdobień. To sztuka anonimowa, jej twórcy pracowali na chwałę bożą, a nie dla własnej sławy. Ich wstrzemięźliwość, bezpretensjonalność oddziałuje do dziś kojąco, przynajmniej na mój rozbiegany umysł.
W Hamburgu był to jeden z parków. Położony na wysokim wschodnim brzegu Łaby, zaprojektowany w 1620 roku, zakorzeniony w baroku, do dziś może pochwalić się okazałą aleją lipową z tamtych czasów. Polany, malownicze grupy drzew, wspaniałe pojedyncze okazy, platforma z panoramicznym widokiem na ponad dwa kilometry szerokie ujście rzeki, choć do morza jeszcze ze 100 kilometrów. Słowem idealne miejsce uzdrawiające pokiereszowaną korporacyjnymi zmaganiami duszę.
Tym razem covid, a raczej związane z nim restrykcje doprowadziły mnie do przysłowiowej czarnej rozpaczy. W takich momentach spokój i harmonię przywraca mi Kazimierz Dolny, zakorzeniony w średniowieczu, jedno z około 100 miast założonych przez Kazimierza Wielkiego. Ale tylko w dzień powszedni, w weekendy Kazimierz jest zadeptywany. 22 kilometry – niedaleko, a popołudniowy spacer nad Wisłą gwarantuje przeszeregowanie szarych komórek. Wisła, pozostawiona tu swemu naturalnemu biegowi, z bardzo stromymi, wysokimi brzegami tworzy malownicze meandry, piaszczyste łachy, wyspy.
Droga prowadzi wałem, wzdłuż łęgów zamieszkałych przez dziki, wzdłuż wiklinowych zarośli, gdzieniegdzie pokrzywiona wierzba, po drugiej stronie kamieniołomy. Wczesną wiosną zarośla jeszcze bez liści tworzą finezyjny ażur komponujący się ze światłem i wodą w żywe wydarzenie, w odróżnieniu od tych on-line. Przez chwilę opieram się chęci fotografowania, bezskutecznie… Poniżej kilka uchwyconych momentów. I wreszcie Mięćmierz – wioska skansen, Wisła z perspektywy parteru. Można też wdrapać się na Albrechtówkę na wysokim brzegu, skąd dla odmiany urzeka rozległy widok na przełom rzeki i okolicę. Najpóźniej ten pejzaż skutecznie wyprze wszelkie troski, smutki, wszelką gorycz. Z lekką głową, pełną wrażeń wracam do domu.
A jaki ty masz sposób na wyciągnięcie się ze zniechęcenia, bezwładu, załamania?
Izabella



Hej Izabello,
Na zniechęcenie i bezwład Twoja recepta jest O.K., Dawniej też pomagała mi sztuka, muzyka i… kontakty z ludźmi o bratnich duszach. Teraz pomaga mi najbardziej przyroda, no i jeszcze muzyka. Z załamaniem jest trudniej… Jak już nic nie działa, to może wtedy warto uruchomić przysłowiowe skrobanie marchewki… Niekiedy to pomaga.
Pozdrawiam
Iwona
Zaskoczyłaś mnie Iwono, o skrobaniu marchewki nigdy nie słyszałam. Przy najbliższej okazji wypróbuję.
Pozdrawiam,
Izabella
No to jeszcze uzupełnię swój komentarz i zdefiniuję „skrobanie marchewki”. „Skrobanie marchewki” (powiedzenie rodzinne), obejmuje czynności pospolite, powtarzalne, nie przynoszące satysfakcji i pozbawione elementów twórczych. W opozycji do tych czynności są takie, jak robienie na drutach, szydełkowanie, odnawianie mebli, urządzanie mieszkania lub ogrodu, które należą wg mnie do działań twórczych. Oczywiście najważniejsze działania twórcze, to pisanie, malowanie, rzeźbienie, komponowanie, fotografia artystyczna itp. (jest to górna półka twórczości), ale nie wszyscy mamy wystarczająco dużo zdolności, możliwości, czasu i chęci, aby zająć się taką twórczością. Wtedy pozostaje nam bierny odbiór twórczości innych lub aktywność twórcza z niższej półki. A jeżeli już nic z tego, co powyżej, jak również kontemplacja świata i refleksja osobista nad życiem, nie pomagają na bóle istnienia, to pozostaje już tylko skrobanie marchewki…
Pozdrawiam
Iwona
Iwono, dziękuję ci za zdefiniowanie tych wszystkich rodzajów czynności bardziej i mniej twórczych. Jeśli chodzi o wasze powiedzenie rodzinne „skrobanie marchewki” to domyślałam się, że właśnie o taką czynność chodzi. Może bym zakwestionowała „nie przynosi satysfakcji”. Czasami, jak się jest już na dnie studni, takie niewymagające zajęcie pomaga.
Pozdrawiam, Izabella