
Wagon był właściwie zapełniony, pozostało zaledwie kilka miejsc wolnych. Nie martwiłam się tym, miałam przecież rezerwację. Doszłam – moje miejsce było zajęte. Przy stoliku, pod oknem, tyłem do kierunku jazdy siedziała dziewczyna koło niej chłopak, rozmawiali. Po drugiej stronie przy oknie rozłożyła swoje menele druga dziewczyna, koło niej było wolne miejsce.
Przepraszam, to moje miejsce powiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach. To Pani też ma 65? zdziwiła się pierwsza dziewczyna. Nie, to jest 71 – skorygowałam. Aaa… coś się rozjaśniło w jej głowie. Będę musiał wrócić na swoje, szkoda – chłopak na to. Przecież tu jest wolne miejsce – odezwała się jedyny raz podczas całej podróży druga dziewczyna wskazując mi wolne miejsce, jednocześnie hipnotyzując wzrokiem, bezskutecznie. Z uśmiechem czekałam na zwolnienie się mojego. Jaki był ten uśmiech? Srogi, wyzywający, niechętny, głupkowaty? Bo chyba nie życzliwy – nie wiem, nie miałam przed sobą lusterka, żeby zweryfikować. Za moment karuzela z zamianą miejsc uspokoiła się.
Pierwsza dziewczyna i chłopak rozmawiali przez całą drogę – prawie dwie godziny. Byli studentami, raczej wyższego roku studiów. O czym? Urywki ich rozmowy trafiały mimo woli do mojej świadomości.
…mój kuzyn, który spędził urlop na Rodos, zapłacił 300 zł za internet, bo nie zauważył, że się załapał na turecką sieć. Rodos leży bardzo blisko wybrzeża tureckiego – powiedziała dziewczyna. … Nie miałem o tym pojęcia, przyznał się chłopak. Widocznie nie uczyli ich w szkole ani geografii, ani historii – pomyślałam.
Dziewczyna miała chłopaka, znali się od roku – nie użyła słowa narzeczony, ale mieli zamówiony już ślub w kościele i salę weselną – termin za dwa lata… ja nie wierzę, nie potrzebuję takich mamideł – chłopak – To znaczy wierzę, wierzę w siebie, w to co chcę osiągnąć, że mi się uda – to jest moja wiara… O duchowości ani słowa. Ciekawe co ty poczniesz chłopcze, kiedy pierwszy raz dostaniesz w … a potem znowu, i znowu, bo takie jest życie… przemknęło mi przez głowę.
… nie pracuję systematycznie – chłopak – dopiero, jak jestem przyparty do muru… … a ja jestem bardzo ambitna i podejmuję wszelkie wyzwania – systematyczność jest moim atutem. Współzawodniczę, gdzie tylko się da, nawet z moim chłopakiem… Jeszcze się nie pobrali, a już na horyzoncie rozwód, i to z takiego głupiego powodu – ambicji. Nasunęła mi się natrętna myśl.
… moja babcia wszystkich, którzy myślą inaczej wyzywa od komuchów… Prosiła, żebym głosowała (w domyśle na PIS). – Babciu, ale dlaczego miałabym na nich głosować? Babcia: bo zmniejszyli podatek dochodowy… Dziewczyna: Ale ja nie pracuję, mnie to nie dotyczy, więc nie mam powodu… Bo wprowadzili prorodzinną politykę… Ale ja nie mam dzieci, rodziny, mnie to nie dotyczy, więc nie mam powodu… O postawie pro-społecznej też nie słyszeli – podsumowałam w myślach.
… A twoja babcia dobrze gotuje? Spytał chłopak. Tak, ta w Radomiu, ale ja mieszkam w Mińsku z tą drugą… … Nie szkodzi, uprzedź babcię, tę z Radomia, że odwiedzi ją twój kolega, głodny student, niech przyszykuje biesiadę… No proszę, babcia, mimo że mało kumata i nie głosuje na komuchów, nie straciła swojej tradycyjnej pozycji w oczach pustobrzuchego studenta. Podczas gdy wnuczki tego pokolenia walczą o tytuły: ta ministra, ta inżyniera, ta teatrolożka…
Wyjrzałam przez okno, dojeżdżaliśmy do Warszawy, ale przez Rembertów. Przypomniałam sobie ostrzeżenie, że niektóre pociągi mają zmienioną trasę z powodu remontu na dworcu Zachodnim. Czy ten pociąg staje na Centralnej? Zapytałam młodych ludzi. Nie wiem, bo wysiadam na Wschodnim – rezolutnie odpowiedział chłopak. Oczywiście, że staje, bo ja tam wysiadam – dziewczyna podała argument nie do zbicia.
Okazało się, że byli studentami psychologii – przyszła kadra uzdrowicieli narodu, wyciągająca za uszy z matni sfrustrowanych, zgorzkniałych, zagubionych współziomków.
A swoją drogą myślą o nas, seniorach tak, jak my o nich, młodych, tylko odwrotnie. Nie sądzisz?
Izabella
W tej rozmowie najbardziej zaciekawiło mnie dalekosiężne planowanie młodych ludzi – sala weselna zamówiona z dwuletnim wyprzedzeniem. Zaciekawiło ale nie zaskoczyło, bo spotkałem się już z takimi przypadkami. Czy za naszych czasów młodzi ludzie tak długo czekali ze ślubem, którego data była uzależniona od wolnego miejsca w sali weselnej?
Ależ NIE. Choć były wyjątki. Matka jednej z moich koleżanek, pani Doktorowa zwróciła się do innej matki per pani Inżynierowo. Ta odpowiedziała jeśli koniecznie chce mnie Pani tytułować, to proszę moim własnym tytułem – jestem magistrem ekonomii. I wytłumaczyła zaskoczonej pani Doktorowej. Jako młoda dziewczyna zakochała się z wzajemnością w młodym chłopaku – a działo się to jeszcze przed drugą wojną światową. Rodzice jednak nie zgodzili się na ślub, dopóki on nie skończy studiów. Czekając na wybrańca, nie chcąc tracić czasu sama zrobiła studia ekonomicze, w innym mieście.
Dziękuję ci Witoldzie za komentarz, który przypomniał mi tę historyjkę.
Izabella
Ciociu przecztaliśmy to co napisałaś, też jestem ambitna a mama pracuje dopiero przyparta do muru, tęsknimy, całujemy
J&M
Moi Kochani, J&M
To dobrze, że jesteś ambitna Marysiu, a mamę po prostu przypierajcie do muru (w sprawie pisania), bez pardonu.
Też tęsknię i czekam, całuję,
Izabella